Kucharka Zen

Wpis

wtorek, 17 kwietnia 2012

Pasta Primavera w trzech krokach

pasta primavera   cebula

E' arrivata la primavera! Naprawdę przyszła wiosna. Szłam sobie popołudniem na spacer z psem, kątem oka rejestrując zieloność krzewów, które jeszcze parę dni temu stały nago i smutno i naszła mnie przedziwna irytacja. Nagle zeźliłam się na zimę, że tyle trwała, że tak długo pozbawiała mnie czegoś, co jest mi potrzebne do życia prawie tak mocno, jak powietrze. Przyszła wiosna. Na potęgę żółcą się forsycje. Coś ciągle ćwierka wniebogłosy, próbując przekrzyczeć huk samochodów na Puławskiej i Niepodległości. Drzewka owocowe coraz śmielej wypuszczają kwiaty. Na kasztanowcach pojawiły się wielkie pąki, które wkrótce eksplodują liśćmi. A ja jakby chętniej wychodzę z domu. 

Dzisiejszą pastę primavera podpowiedziała mi wczoraj przez telefon mama, kiedy jęczałam, że nie wiem, co zdrowego można ugotować w pięć minut. Okazuje się, że rzeczywiście całego gotowania było nie więcej niż kwadrans, a kuchnia aż się zazieleniła od wiosennych smaków. Jestem wielbicielką zieleni. Uważam, że urodziliśmy się zaprogramowani na ten kolor. W betonowej szarości miasta, pozbawieni linii horyzontu i ogromu nieba, chorujemy. Naturalna zieloność działa jak balsam. Jak świeże powietrze i źródlana woda. Leczy. Koi. Na cześć zieleni więc, pasta primavera.

orzechy

Krok 1: ugotować na parze jednego ziemniaka (w całości), średnią cukinię (pokrojoną wzdłuż na ćwiartki, a potem na plasterki), 150-200g fasolki szparagowej (pokrojonej na mniejsze kawałki) i pół brokuła (podzielonego na małe różyczki). Radziłabym zacząć od ziemniaka, pogotować go dopóki nie zacznie mięknąć. W międzyczasie wstawić osoloną wodę na makaron. Do ziemniaka dorzucić fasolkę, po paru minutach dodać brokuła, a po kolejnej minucie, cukinię. Dwie minuty później sprawdzić jak się mają warzywa, bo powinny być gotowe.

Krok 2: zrobić pesto. Pokaźny pęk bazylii umyć i z grubsza posiekać. Wrzucić do blendera razem z rozgniecionym ziemniakiem (tym samym, który przed chwilą ugotował się na parze), ząbkiem czosnku, dwiema łyżkami oliwy z oliwek, plus kopiastą garścią orzechów włoskich. W razie gdyby konsystencja była jakaś nie taka, dolać trochę wody/oliwy/soku z cytryny.

Krok 3: wrzucić makaron do wrzącej wody, którą zagotowaliście wcześniej. Posiekać jedną cebulę i ząbek czosnku. Zeszklić na oliwie z oliwek.  Na patelnię z cebulką i czosnkiem dorzucić ugotowane na parze warzywa. Wymieszać. Dodać pesto i znów wymieszać. Podgrzewać na niedużym ogniu, żeby składniki ładnie się przegryzły. Doprawić solą i pieprzem do smaku. Kiedy makaron będzie gotowy, zmieszać wszystkie składniki. Jeśli jecie nabiał - obficie posypać świeżo startym twardym serem (parmezanem, correggio, dziugasem...).

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
wtorek, 17 kwietnia 2012 18:49

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dusiowaa napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/17 19:16:06:

    fajne

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/17 19:47:13:

    dzięki :)

  • ukryta napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/29 10:17:00:

    1- między tymi ulicami w Wawie też kiedyś mieszkałam. Ale ja słoik dalekosiężny jestem za to męża mam stołecznego z dziada-pradziada!
    2 - zielonosc - takTAKtak! Ale przyznam się po paru latach na wsi miasto mnie i nęci i mierzi...
    3 - jedzonko brzmi smacznie. Jak każde na tym blogu. Nooo, prawie. Było chyba jakieś mięso, które przeskoczylam

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/29 10:58:15:

    "Słoik dalekosiężny" to ładne ;)

    Mieszkasz na wsi? I jak się mieszka? Ja wybrałam kompromis i teraz jestem na obrzeżach. Mam las i metro do centrum :)

Dodaj komentarz