Kucharka Zen

Wpis

wtorek, 19 czerwca 2012

Wczesne lato, wczesne średniowiecze: korzenno-jęczmienna sałatka słowiańska

wczesnosłowiańska sałatka    wczesnosłowiańska sałatka    wczesnosłowiańska sałatka

Mam takie marzenie. Wizję. Że kiedyś, w niezbyt dalekiej przyszłości, będę stać w przestronnej kuchni, na bosaka, bo tak ostatnio gotuję (nie śmiejcie się ze mnie, mam autentyczne wrażenie, że kontakt bosych stóp z drewnianą podłogą z bliżej niewyjaśnionego powodu wspomaga proces tworzenia dobrego jedzenia :). Przez wielkie okno będzie wpadać ciepłe poranne światło. Kiedy wyjrzę na zewnątrz, zobaczę dojrzałą, letnią zieleń moich cudownie pokrzywionych jabłonek. A jeśli otworzę na oścież okiennice, do kuchni wpadnie zapach ziół z ogrodu. Bo jakimś cudem będę uprawiać zioła, ja, która nawet parapetową bazylię potrafię ukatrupić przez zaniedbanie. No, ale może znajdę sobie narzeczonego-ogrodnika? I on mi zasadzi te rozmaryny oleiste, te tymianki i majeranki, te mięty i kolendry. I będzie wiedział, kiedy sadzić które zioła, co potrzebuje słońca, co cienia, jak często i jak rzadko trzeba je podlewać, jak szybko rosną, dlaczego nie rosną, i tak dalej.

Ale nie, to chyba nie narzeczony, bo w moim marzeniu nie tylko stoję we własnej wielkiej kuchni z ogromnym drewnianym stołem-staruszkiem, który wydaje się mówić: widziałem już wszystko, całe pokolenia miłości, złości, nadziei i niechęci, rodzinnych kłótni o pieniądze i małżeńskich negocjacji, kto jutro zajmie się dziećmi, czułych wyznań, rozstań i próśb o pomoc. Jedzono na mnie dziesiątki posiłków, więc żadne twoje kulinarne eksperymenty i osobiste przeżycia, żadne twoje chichoty, żadne łzy, żadne wrzaski ani szepty mnie nie zdziwią. Więc w moim marzeniu jest stary stół, stara podłoga z desek i wielkie okna, które ktoś (ja? naprawdę?) regularnie myje. I tajemniczy narzeczony, który razem ze mną sieka, smaży, śmieje się z głupot i jada posiłki na tym podniszczonym, niczym nie poruszonym stole. I jeszcze coś. W tym marzeniu ja się znam na jedzeniu. Na sadzie się znam. Na ogrodzie. Mam taką wiedzę intuicyjną, która może wynikać wyłącznie z bezpośredniego doświadczenia, głęboką, zmysłową wiedzę - doskonale rozumiem pory roku, zmiany światła, wilgotności i temperatury, rytmy i cykle przyrody. Wiem, które warzywa jeść pod koniec czerwca, a z jakich owoców gotować kompot wczesną jesienią. Umiem robić nalewki i konfitury. Mam spiżarnię pełną własnoręcznie wytworzonych przetworów. I nawiązałam intymny związek z ziemią. Tą sąsiedzką ziemią, która pewne pokarmy dostarcza we własnym, naturalnym tempie, w ramach procesu, który jest ode mnie większy i ważniejszy. A innych pokarmów nie dostarcza wcale. Takie mam marzenie.

wczesnosłowiańska sałatka     wczesnosłowiańska sałatka

Dlatego natychmiast się zapaliłam, kiedy na blogu Barek Sałatkowy znalazłam zaproszenie do zrobienia sałatki złożonej wyłącznie ze składników, które znali i uprawiali nasi słowiańscy przodkowie, z pokarmów, które nie przyleciały do nas samolotem, których nie wyładowano z TIRa pod supermarketem, które wyprodukowała nasza ziemia bez żadnej manipulacji genetycznej, bez wspomagania syntetycznego, bez wielkoprzemysłowych technik. Bo pomyślałam, że może się trochę przy okazji podkształcę. Na początek lista produktów, które, według książki "Kuchnia Słowian" Hanny i Pawła Lisów, mogły być wykorzystywane we wczesnośredniowiecznej kuchni na terenach dzisiejszej Polski. Bardzo to ciekawe i pouczające. Następnym razem kiedy wyjdziecie na zakupy, zastanówcie się chociaż przez sekundę nad zagmatwaną historią ryzykownych wypraw w nieznane, zatopionych statków, które nie dopłynęły na miejsce, marynarzy zmarłych na szkorbut, tubylców poległych w wojnach o zasoby naturalne, historii która doprowadziła do tego, że dzisiaj jemy pomidory, kukurydzę i czekoladę, a nawet pieprz albo cynamon. Sprowadzany z bardzo daleka pieprz podobno jadali już Rzymianie, którzy cenili go tak bardzo, że sypali go nawet do deserów. Kupcy ze wschodu podśmiewali się z nich odrobinę: "Przyjeżdżają ze złotem, a zabierają tylko pieprz" - dziwił się pewien starożytny tamilski handlarz. Gdyby nie nasza skomplikowana historia niesprawiedliwych wymian, niebezpiecznych podróży i  krwawych kolonizacji, nie znalibyśmy ziemniaka, fistaszka, awokado, nie jedlibyśmy bananów, pomarańczy ani gałki muszkatołowej. A co byśmy jedli?  

Rośliny ogrodowe: bób, groch zwyczajny, kminek zwyczajny, kolendra siewna, koper ogrodowy, marchew zwyczajna, ogórek siewny, pasternak, pietruszka zwyczajna, rzepa, seler zwyczajny, soczewica jadalna,

Drzewa i krzewy owocowe: brzoskwinia, czereśnia, grusza pospolita, jabłoń, jabłoń dzika, śliwa, winorośl właściwa, wiśnia.

Rośliny dziko pnące: chrzan pospolity, czosnek, jałowiec, jarzębina, jeżyna, malina, mięta, orzechy laskowe, poziomka, szczaw.

Zwierzęta hodowlane: gęś domowa, kaczka domowa, krowa, kura, owca, świnia domowa

Ryby: dorsz, flądra, karp, jesiotr, lin, łosoś, szczupak, śledź, węgorz.

Tłuszcze: olej (lniany)

Nabiał: ser z mleka krowiego, ser wędzony (z twarogu)

Kasze: jaglana, jęczmienna "pęczak", kasza perłowa
oraz chleby i podpłomyki.

Napoje: piwo, miód pitny, kwas chlebowy, sok z brzozy.

 wczesnosłowiańska sałatka   wczesnosłowiańska sałatka   wczesnosłowiańska sałatka

Moja sałatka wyszła odrobinę słodko-ostra, bo doprawiłam ją olejem lnianym, miodem, czosnkiem i natką pietruszki. Bazę stanowi mieszanka kaszy jęczmiennej i czerwonej soczewicy, a w ramach dodatku słodkawe pieczone warzywa korzeniowe, które teraz, w czerwcu, są już jędrne i smaczne. Trochę się obawiałam mieszanki marchew+pietrucha, ale kiedy je się upiecze, smakują trochę inaczej niż gotowane, a szczególnie dobrze się komponują z dorzuconymi dla chrupkości, orzechami laskowymi.

Składniki: pół szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy, pół szklanki kaszy jęczmiennej (ugotowanej w szklance wody), dwie duże marchewki, dwie duże pietruszki, garść natki, dwie garści posiekanych orzechów laskowych, kilka łyżek oleju lnianego, rozgnieciony ząbek czosnku, łyżka miodu, sól i pieprz.

Jak to zrobić? Zacząć od gotowania soczewicy i kaszy. W międzyczasie zagrzać piekarnik do mniej więcej 170-180 stopni, umyć, obrać i pokroić w krążki marchewki oraz pietruszki. Wrzucić do żaroodpornego naczynia i polać łyżką oleju lnianego. Piec do momentu, kiedy warzywa będą już miękkie i zarumienione na brzegach. Koniecznie trzeba je podrumienić, bo wtedy będą miały taki charakterystyczny słodko-wędzony smak pieczonych korzeniowych. Ostudzić, po czym pokroić w kosteczkę. Posiekać natkę i orzechy. Dodać do warzyw, dorzucić dobrze odsączoną soczewicę i kaszę. Doprawić olejem, miodem, czosnkiem i natką. Ja troszeczkę oszukiwałam, bo brakowało mi czegoś kwaśnego w smaku, więc dodałam trochę soku z cytryny (zupełnie nie słowiańskiego). No i oczywiście doprawiłam solą i pieprzem.

Zastanawiam się, czy ona aby nie byłaby dobra z jakąś białą rybką. Albo z serem twarogowym może? Będę sprawdzać i raportować na bieżąco.

wczesnosłowiańska sałatka    

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
wtorek, 19 czerwca 2012 13:07

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pela.1 napisał(a) komentarz datowany na 2012/06/23 00:22:35:

    Witaj :)
    Wizja-marzenie jak moja - choć pozostała tylko marzeniem, mogę się pod nią podpisać,
    Twoja interpretacja mojego zaproszenia jest świetna, bardzo mi się podoba. W pewnym stopniu nawet mnie trochę zaskoczyła - oczywiście jak najbardziej pozytywnie. Chyba zawsze nas zaskakuje, gdy ktoś inny werbalizuje nasze własne myśli lub marzenia, prawda?
    Propozycja sałatkowa jak najbardziej zachęcająca.
    Dziękuję za udział w tej zabawie i pozdrawiam serdecznie :)
    Pela

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/06/23 13:03:46:

    Bardzo fajna zabawa i bardzo masz fajny pomysł na bloga, będę się u Ciebie regularnie pojawiać :)

  • ukryta napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/30 23:14:31:

    Lapiesz moje myśli I werbalizujesz odczucia! Jestes genialna, Zdrowiejko :-)
    A te Twoje marzenia - to normalna, ludzka Tesknota za naturą, harmonią, zrozumieniem świata i praw nim rządzącymi. Coś, co współczesny człowiek stracił i zapomnial - życie w zgodzie z naturą, proste radości, niespieszne delektowanie się smakiem życia...

Dodaj komentarz