Kucharka Zen

Wpis

piątek, 20 lipca 2012

Kruchy placek czekoladowo-porzeczkowy

placek czekoladowo-porzeczkowy   placek czekoladowo-porzeczkowy   placek czekoladowo-porzeczkowy

Pamiętam kiedy kilka lat temu mama zaprowadziła mnie do kultowego warszawskiego sklepu z winami, a ja (zupełnie niezainteresowana winogronami, wino pijąca rzadko i w małych ilościach, aby uniknąć bólu głowy, a więc bez żadnych zadatków na enologa) stałam jak wryta przed półkami z poustawianymi bok w bok ciemnymi butelkami merlotów i cabernet sauvignonów. Nazwy i roczniki nic a nic mi nie mówiły. Byłoby więc wszystko jedno, czy wezmę coś półwytrawnego z winnic Stellenbosch, czy coś białego z Alzacji. Ale w tym sklepie doświadczyłam czegoś nowego - każdy gatunek wina opatrzony został przez właściciela dodatkową białą etykietą z opisem. Takiej poezji nigdzie wcześniej nie widziałam. Nie zdawałam sobie sprawy, że wino może smakować porzeczką, dymem, piżmem albo wanilią. Że może być amarantowe albo złociste, z zielonkawymi refleksami. Że może wydawać się płaskie albo głębokie, ciężkie albo lekkie, gładkie albo szorstkie. Że jeden łyk dostarcza zmysłowych doznań falami - na dzień dobry pierwszy, oczywisty smak, a potem kolejne aromatyczne wyładowania na języku, aż do ostatecznego, opóźnionego, utrzymującego się najdłużej posmaku. Znawca win nie opisuje wcale, tak jak się pewnie większości z nas wydaje, obiektywnych cech charakterystycznych danego trunku. Mówi wyłącznie o swoich własnych, subiektywnych odczuciach. Opisuje własny, niepowtarzalny stan wewnętrzny, coś pomiędzy fizjologią a nastrojem, a jego mistrzostwo polega na precyzji, na stopniu wrażliwości i zniuansowania, na umiejętności dobrania odpowiednich słów, które oddałyby to, co właściwie niewyrażalne. Dwóch smakoszy pijących z tego samego kieliszka mogłoby więc wyprodukować zupełnie inne, skrajnie odmienne poematy na jego temat. I w tym zdaje się cała radość enologii.

placek czekoladowo-porzeczkowy

Zobaczcie przykład takiego enologicznego poematu (stąd):

Czerwone wytrawne wino jakościowe z regionu Buzet. Szata złocista, z zielonkawymi refleksami. Bukiet złożony, łączący w sobie zapach drewna, wanilii i kokosu, z nutą kwiatową i owocową (aromat brzoskwiń i gruszek). W smaku dominuje przypieczona wanilia przechodząca w długi, słodki finisz.

A tutaj jeszcze jeden, w zupełnie innym stylu. Mam wrażenie, że pisał go ktoś z odrobinę mniej lirycznym, a bardziej pragmatycznym, nastawionym na konkrety podejściem do rzeczywistości:

Klasyczne włoskie wino codzienne, idealne do pizzy czy pasty. Bazuje na kluczowej dla Włoch środkowych odmianie sangiovese. Ładna, ciemnoczerwona barwa, nos lekko ziołowy z dobrą owocowością. Rześkie, lekkie w ustach z delikatnym garbnikiem. Wszystko na swoim miejscu.
Idealne do prostego makaronu z sosem lub mięsnych i mięsno-warzywnych dań codziennych.

Albo taka perełka (stąd), której autor maluje obrazy ze światła i nastroju, działające mocno na wyobraźnię:

Wino z 40-letnich krzaków. Intensywny i ciepły zapach słońca, czereśni, piżma, beczki i tytoniu. W ustach pełne i gęste ale jednocześnie radosne i lekkie. Wyraźne właściwości ściągające, znakomita kwasowość, akcenty beczki pięknie zharmonizowane z całością wrażeń. Słodki i długi koniec.

Dzisiaj upiekłam kruche ciasto z bezą i dżemem porzeczkowym. Jeden kęs i nagle przypomniały mi się tamte półki, tamte butelki i tamte poetyckie słowa, które opisywały zmysłowe winne doświadczenia. Bo i to ciasto przynosiło kolejne doznania falami - najpierw oczywistymi - jak faktura maślanego, kruszącego się spodu, kwaśność porzeczek, lekko słodkawa kremowość zrumienionej bezy. Potem mniej oczywistymi - coś na pograniczu wytrawnej, mocno kakaowej czekolady i pikantnego imbiru. A na koniec prawie niewyczuwalna nuta cytryny. Jakbym piła naprawdę dobre, nieoczywiste, wytrawne czerwone wino.

placek czekoladowo-porzeczkowy

Ale najpiękniejszy w tym cieście jest czynnik ludzki, coś nie do zobaczenia gołym okiem, nie do wyczucia innymi zmysłami. To ciasto, gdyby ciasta potrafiły mówić, opowiedziałoby całkiem pasjonującą opowieść, bo powstawało dużo dłużej niż tych dzisiejszych trzydzieści parę minut w mojej kuchni. Użyłam w nim dżemu porzeczkowego, który ma swoją zupełnie niepowtarzalną historię. I właśnie dzięki tej historii upiekłam placek, jakiego nikt inny nigdy nie upiecze. Jeśli skorzystacie z mojego przepisu, a bardzo się z tego ucieszę, zrobicie przepyszną letnią tartę. Tyle że będzie to tarta z waszą, inną niż moja opowieścią. Jeśli o dziadku, to o jakimś innym dziadku, który być może bladym świtem pojechał do zaprzyjaźnionego gospodarstwa, żeby zdobyć niepryskane porzeczki. A być może pojechał po prostu do Lidla lub Biedronki. I może ten cudzy dziadek nie frustrował innych kierowców, tocząc się czterdzieści na godzinę (ten konkretny dziadek jeździ ostrożnie) swoim ukochanym staruteńkim Cinquecento przez krajobraz naznaczony efektami nocnej nawałnicy. A porzeczki, które kupił dziadek, dopiero co siekane deszczem i targane burzowym wiatrem, być może nie były odrobinę rozmiękłe, dobre tylko na sok albo dżem. Więc może ten inny dziadek, razem z inną babcią, nie podjął decyzji, żeby razem z wnuczką delikatnie przebrać owoce, odrywając je od gałązek, oczyszczając z przyklejonych listków, a potem susząc przez kilka godzin na największej ściereczce, jaką się dało znaleźć. Kłócąc się zawzięcie, żartując, znów się kłócąc i przekomarzając (babcia jest perfekcjonistką). I w waszej opowieści, obok ostrożnego dziadka i perfekcyjnej babci nie pojawi się kobieta, która wejdzie do kuchni, wzniesie ręce i oczy do nieba, jak zwykle pytając: "a po co wyście tyle tych porzeczek nakupili?", tylko po to, żeby następne kilka dni spędzić na pracowitym, wielogodzinnym przyrządzaniu dżemów, które, zamknięte w niewielkich słoiczkach, powędrują pokrętnymi ścieżkami do kilku różnych domów, między innymi do mojego.

placek czekoladowo-porzeczkowy   placek czekoladowo-porzeczkowy   placek czekoladowo-porzeczkowy

Kruchy placek czekoladowo-porzeczkowy z bezą

Moja dzisiejsza tarta jest bezglutenowa, bo chciałam się nią podzielić z siostrzeńcami. Nawet jeśli bez problemu jecie pszenicę, spróbujcie kiedyś zrobić takie ryżowo-kukurydziane kruche ciasto (przepis tutaj) - jest banalnie proste w przyrządzeniu, bardzo smaczne, bo z niespodziewaną cytrusową nutą, a na dodatek delikatniejsze od tradycyjnego pszennego ciasta. Ciasto z powyższego przepisu piecze się 15-20 minut w 180 stopniach, po czym nakłada się na nie nadzienie, przykrywa warstwą ubitych białek i zapieka aż białka zrobią się rumiane i kruche.

Instrukcje: upieczcie bazę z kruchego ciasta (link do przepisu powyżej albo, jeśli nie macie ochoty na wersję bezglutenową, wersja standardowa jest na przykład tutaj). Kiedy ciasto będzie się piekło, w metalowej misce ustawionej na garnku z wrzącą wodą roztopcie mniej więcej 80g dobrej gorzkiej czekolady (przynajmniej 70% zawartości kakao) z około 20g masła i łyżeczką świeżo startego imbiru. Następnie ubijcie na sztywną pianę 3 białka z dodatkiem łyżki albo dwóch syropu z agawy (cukru trzcinowego). Kiedy ciasto będzie gotowe, najpierw rozsmarujcie na kruchej bazie cienką warstwą czekoladę z imbirem, następnie kilka łyżek niezbyt słodkiego dżemu z porzeczek, a potem ubite białka. Pieczcie w 180 stopniach przez mniej więcej 10 minut albo do momentu kiedy beza się zarumieni i zrobi się krucha. Smacznego!

 placek czekoladowo-porzeczkowy    placek czekoladowo-porzeczkowy

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
piątek, 20 lipca 2012 16:17

Polecane wpisy