Kucharka Zen

Wpis

poniedziałek, 12 listopada 2012

Blog bloga blogiem blogu

,,Nominacja  do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o  tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."



No więc dostałam nominację "Liebster Blog" od koleżanki Agaty (z ultra inspirującego kulinarnie bloga "Jaśmina w Kuchni"). Jestem wdzięczna, zaszczycona i zachwycona perspektywą odpowiedzenia na pytania na mój własny temat. Powinno się takie usługi sprzedawać. Nie terapię, nie coaching, nie lekcje języka obcego, w trakcie których bombarduje się bogu ducha winnego lektora swoim życiorysem i rozterkami rodzinno-egzystencjalnymi. Nie. Usługi w postaci zadawania konkretnych pytań rozmaitego kalibru, dzięki którym rozmówca może się rozmarzyć, zamyślić, pochylić nad światem, zastanowić nad innymi ludźmi. Taka gimnastyka dla mózgu i wyobraźni, połączona z elementami treningu interpersonalnego. Oczywiście, jako neurotyk, jestem nie tylko dumna i podekscytowana, ale również przerażona, bo skąd ja wezmę 11 innych blogerów, których mogłabym nominować żeby nie przerwać łańcuszka dobrej woli, żeby kontunuować bardzo prospołecznościową przecież inicjatywę? Nie żeby nie istniały tabuny fantastycznych pisarzy i fotografów w sieci. Tyle że nagle poczułam się jak internetowy sobek, który już dawno do nikogo nie zaglądał. Olaboga. Będzie trzeba się mocno nad sobą zastanowić.

Ale w międzyczasie kupię sobie trochę czasu do zastanowienia odpowiadając na pytania Agaty.

1. Jakie dania lubicie najbardziej?

To jest drażliwy temat ostatnimi czasy, bo pełna odpowiedź na to pytanie wywołałaby kolejną tyradę Kucharki Zen, która w ramach swoich praktyk medytacyjnych nieuchronnie zmienia się w damską wersję Adasia Miauczyńskiego. W niczym nie przypomina skrzyżowania mistrza Yody z Gandhim oraz Dalaj Lamą. Wręcz oddala się od tego ideału z zatrważającą prędkością. W stronę jakiegoś przemęczonego, zgorzkniałego frustrata-idealisty, któremu świat się coraz bardziej nie podoba. Oj nie. Już nawet nie walczę z tym procesem. Być może, ku mojemu zaskoczeniu co prawda, we wnętrzu mnie zamiast Nelsona Mandeli tkwi taki właśnie Woody Allen? Zgryźliwy intelektualista-krytykant? Perfekcjonista-pracoholik? Jeśli tak (o Jezu), to jakoś będzie trzeba z tym żyć. Ale wracajmy do pytania. Moje ulubione dania, jak się ostatnio okazuje, umiem ugotować tylko ja. Tylko ja dorastam do własnego wygórowanego, bardzo wąsko zdefiniowanego standardu jakości. To smutna prawda, której przez lata nie chciałam przyjmować do wiadomości, wypróbowując kolejne stołówki, bistra, restauracje, cateringi dietetyczne z dostawą do domu i inne pyszności na telefon. I coś mi, kurczę, nie grało. Bo co? Że nikt w tym kraju nie potrafi gotować? Dopiero parę dni temu, kiedy już w całkowitej rozpaczy podniosłam słuchawkę i zamówiłam przystawkę plus drugie danie z greckiej knajpy gdzieś na szarym końcu Warszawy, i kiedy dostawca wniósł mi na moje drugie piętro bez windy GE-NIAL-NY zestaw past wegetariańskich: humus, fasolową, bakłażanową, plus faszerowane papryczki, oliwki i suszone pomidory. Oraz warzywa grillowane. Oraz wszystko było świeżusieńkie, chrupiące, przyprawione czosneczkiem, świeżą cebulką i pietruszką. To ja wymiękłam. I chyba nawet uroniłam łzę znerwicowanej perfekcjonistki o zbyt wysokich oczekiwaniach. Od lat. Autentycznie. Od lat nie jadłam czegoś tak prostego i dobrego zarazem. Dlaczego nie można tego wymagać od knajp w europejskiej stolicy? Żeby gotowały smacznie i świeżo? Nie z mrożonki. Nie mikrofalą. Nie z toną cukru, co wydaje się robić 99% azjatyckich jadłodajni. Nie z toną soli, co robią przyzakładowe stołówki i aż się boję zapytać, co ta sól ma zamaskować. Nie sprzed trzech dni. To już się nie kwalifikuje jako jedzenie, a mnie byłoby wstyd to sprzedawać. Nie pod pierzyną z całego słoika majonezu. Pliz.

2. Co ugotowalibyście na długo wyczekiwane spotkanie z osobą, na której Wam zależy?

Ja nie wiem, czy to tylko ja tak mam, czy może jest nas więcej. Ale kiedy bardzo mi zależy, to na ogół wszystko idzie nie tak. Im bardziej mi zależy, tym bardziej nie tak mi idzie. Na każdą. KAŻDĄ CO DO JEDNEJ. Randkę, na jakiej byłam, udało mi się ubrać jak ofiara losu. Nie kokietuję. Za każdym razem jakimś cudem wyciągałam z dna szafy najbardziej spraną, rozciągniętą, niekobiecą sztruksową spódnicę w kolorze błota i sweter z przetartymi łokciami. Malowałam paznokcie na jakiś odstraszający kolor, a oczy odrobinę zbyt wieczorowo i szłam przestraszyć kolejnego delikwenta. Bardzo skądinąd skutecznie. Podobnie było ze wszystkimi proszonymi kolacjami, w czasie których postanowiłam się popisać swoim kunsztem gastronomicznym. Mnie się już na tym etapie mojej praktyki kulinarnej właściwie rzadko coś nie udaje. Nie dlatego, że jestem jakimś wszechstronnym mistrzem, ale wiem co lubię i jakoś tak mądrzej, bardziej energooszczędnie eksperymentuję. A jednak każdy ważny gość dostawał w ramach dowodu mojej przyjaźni albo szarawą wodnistą breję (zielone tajskie curry), albo surówkę z przyschniętym, odrobinę przypalonym sosem fistaszkowym (gado-gado), albo też suchą sałatkę z kaszy, w połowie wymyślania której straciłam inspirację (dużo było takich surówek). Dlatego też od pewnego czasu urządzam wyłącznie imprezy składkowe lub wspólne gotowanie (gdzie kucharek sześć...). I wtedy jest pysznie. I bardzo radośnie.

3. Jaką przyprawę wzielibyście ze sobą bezludną wyspę?

Czosnek. Albo chilli. Albo w najgorszym wypadku pieprz. Coś ostrego.

4. Bez czego nie umiecie żyć?

Ja to chyba bardziej bez kogo. Mogłabym nie mieć telewizora, komputera, nawet książek. Ani muzyki. Ale jakiegoś ciekawego bliskiego człowieka musiałabym mieć. Bez dwóch zdań.

5. Jaką interesującą książkę ostatnio przeczytaliście i o czym ona była?

To ja może tak hurtem wam polecę książkę i serial. Ponieważ moje zainteresowania skręcają ostatnio bardzo mocno w stronę psychologii, znalazłam sobie dwie przepiękne kolekcje ludzkich historii, które bezbłędnie po prostu karmią mi duszę. Książkę napisał słynny psychoterapeuta, Irvin Yalom. To zbiór historii jego pacjentów, które - jak arcydzieło symfoniczne - na przemian szarpią człowiekowi wnętrzności, koją i inspirują. Tytuł angielski to "Love's Executioner" - "Kat miłości". A serial przeplata mi się z książką, bo też pokazuje historie pacjentów pewnego terapeuty. Może o nim słyszeliście, bo polską wersję ("Bez tajemnic") wyprodukowało HBO. Ja oglądam angielską, bo lubię parę aktorów, którzy grają główne role - Gabriela Byrne'a i Dianne Wiest. Wersja amerykańska, "In Treatment", pojawiła się na DVD w naszych sklepach pod tytułem "Terapia". I znowu. Płacz, śmiech, zgrzytanie zębów i katharsis. Wszystko, co człowiekowi jakoś fajnie robi na duszę.

6. Co w sobie lubicie?

Ciekawość. Cokolwiek by się nie działo, zawsze miałam w sobie ciekawość. O co w tym wszystkim chodzi? I co będzie dalej?

7. Co najbardziej szalonego zrobiliście w życiu i co szalonego jeszcze chcielibyście zrobić?

Nie wiem, czy aby jestem dumna ze swoich przeszłych szaleństw. Ale może? Może tak? W końcu między odwagą a głupotą istnieje bardzo cienka linia. W końcu to, kim jestem dzisiaj, nigdy nie złożyłoby się w taką akurat, skomplikowaną i wielobarwną, niepowtarzalną konstelację, gdybym paru strasznie szalonych głupot kiedyś nie popełniła. Każdy taki eksperyment to przecież lekcja. A w przyszłości chciałabym w kimś się kiedyś zakochać (chociaż jestem wystarczająco stara żeby wiedzieć, że miłość wytwarza tyle samo problemów ile niszczy) i chciałabym mieć wystarczająco dużo odwagi, żeby zrobić pierwszy krok. Bo zawsze ktoś mnie wyręczał.

8. Jakie jest Wasze hobby poza gotowaniem?

Kochani. Ile macie czasu? Rozmowy z ciekawymi ludźmi na codzienne i niecodzienne tematy. Spacery. Rower. Taniec. Fotografowanie. Oglądanie fotografii. Chodzenie do galerii i muzeów na dobrą sztukę. Oglądanie dobrych filmów i seriali. Czytanie dobrych, mądrych książek. Słuchanie niegłupiej muzyki, którą ktoś kocha grać. Zabawa z moimi siostrzeńcami. Uszczęśliwianie mojego psa (najłatwiejsze hobby na świecie). Znajdowanie w internecie perełek świadczących o tym, że ludzie jednak są fajni. Granie w kulki (tak, te internetowe) i pasjansa. Pływanie. Podróże po Polsce i Europie, najchętniej pociągiem, bo uwielbiam pociągi. Poddawanie się masażom.

9. Czy uprawiacie jakiś sport? Jeśli tak to jaki?

W sezonie jeżdżę na rowerze. Na wsi lubię jeździć bezcelowo, tak po prostu żeby sobie pobyć z przyrodą. A w mieście lubię jeździć zadaniowo, na przykład do arabskiego sklepu, w którym kupię sobie humus i oliwki w nagrodę za wytężony wysiłek fizyczny. Lubię uczyć się tańczyć, chociaż nie jestem naturalnie giętka. Lubię jogę, jeśli nikt mnie nie zmusza do zostania joginką i weganką na pełny etat, jeśli nie ma w tym przerostu ideologii nad robieniem fajnych ćwiczeń. Gdybym miała basen w piwnicy lub na strychu, pływałabym codziennie rano przed rozpoczęciem pracowitego dnia, bo to mnie relaksuje i ładuje mi baterie. To naprawdę piękny sport. Ale najbliższy basen mam dość daleko. Poza tym kłębią się w nim tłumy i woda jest zimna, więc pływam tylko w czasie urlopów.

10. Gdybyście byli mną, co byście zmienili w wyglądzie mojego bloga?

Moim zdaniem każdy powinien mieć takiego bloga, jaki jemu samemu się najbardziej podoba. Jeden lubi ten odcień zieleni, który wybrałaś, inny niekoniecznie. Nie wiem, czy płynie z tego jakiś konstruktywny wniosek.

11. Ile czasu tygodniowo poświęcacie na sprawy związane z blogiem?

Chciałabym więcej. Kiedy mam mniej pracy, piszę kilka razy w tygodniu, po godzinkę albo półtorej. Jeśli robię zdjęcia i gotuję, dochodzi kolejna godzinka dziennie (ale za to mam co jeść na kolację ;)

No dobrze. Czas na moje nominacje. Za "dobrze wykonaną robotę" i przyjemność, jaką niesie lektura lub oglądanie bloga. Jako zgryźliwy neurotyk (będę teraz tego używać jako wymówki kiedy tylko się da) pozwoliłam sobie zignorować kryterium liczby obserwatorów, bo chciałabym mianować osoby, których blogi naprawdę lubię czytać:

1. http://berberyslowo.blox.pl

2. http://chaotyczny.blox.pl

3. http://tamgdzietrawyzielone.wordpress.com/

4. http://kuchniaalicji.blogspot.de/

5. http://fotografiaperfectmoment.blogspot.com/

6. http://zenergii.blogspot.com/

7. http://smakoterapia.blogspot.com/

8. http://www.jadlonomia.com/

9. http://magdatestuje.blogspot.com/

10. http://bakeandtaste.blogspot.com.de/

11. http://cukierniczekreacje.blox.pl/html

A pytania są następujące: 1. Z czego jesteś najbardziej dumna(y)? 2. Co cię na co dzień najbardziej cieszy? 3. Za co lubisz listopad (to pytanie samolubne, bo ja co roku z trudem się przeczołguję przez ten miesiąc, więc potrzebuję inspiracji)? 4. Co kupił(a)byś sobie w tym roku na gwiazdkę, gdybyś miał(a) nabyć swój własny prezent? 5. Dokąd pojechał(a)byś na wymarzone wakacje gdyby pieniądze nie stanowiły przeszkody? 6. Jaką książkę polecił(a)byś mi z czystym sumieniem (wiedząc, że od niedawna jestem zgryźliwą perfekcjonistką)? 7. Jakie jest twoje nalepsze kulinarne wspomnienie? 8. Gdybyś miał(a) wrócić na studia wyłącznie dla przyjemności, co być najchętniej studiował(a)? 9. Co koniecznie musisz jeszcze w życiu zrobić? 10. Co cię najskuteczniej relaksuje? 11. Co najbardziej lubisz w swoim domu albo w okolicy, w której mieszkasz?



http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
poniedziałek, 12 listopada 2012 21:03

Polecane wpisy

  • Słuchajcie

    Ja to nie wiem, co zrobić w ramach następnego kroku, bo zamykają bloxa, a ja marzę, żeby mieć więcej czasu i przestrzeni psychicznej na pisanie, tyle, że życie

  • Szpiegologia

    - Nic się nie działo po ostatnim razie? - Nie, zupełnie nic. Wszystko było w porządku. Smutnawy misiowaty lekarz nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, ale zapamię

  • Mikromuzyka

    Jakaś intuicja, nie chcę do tego dorabiać filozofii, nie chcę gloryfikować jakiegoś swojego podskórnego uporu, że niby wiem lepiej, że niby prowadzi mnie jakieś

Komentarze

Dodaj komentarz

  • margot11 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/12 21:38:15:

    Bardzo dziękuję za nominacje

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/12 21:40:31:

    Cała przyjemność po mojej stronie :)

  • Gość ewka napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2012/11/12 21:55:31:

    o dzięki dzięki, nie biorę bo zwykle (jak pisałam u Ciebie wcześniej) tylko podczytuję z ukrycia to i ten świat znajomości z blogosfery u mnie taki jednostronny. Ale zaszczyt mnie kopnął,za uszy mnie z kąta wyciągnęłaś to przemyślę sprawę i jutro włączę się do zabawy :)

  • squirk napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 00:00:16:

    Oo, nominacja, ogromnie mi miło :-)) bardzo dziękuję i z przyjemnością się włączę, najpewniej jutro jak tylko ochłonę po przygotowaniach do urodzin Trenera :-))

  • czerwonyberberys napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 06:47:56:

    "In Treatment" jest mega.Obejrzałam od dechy do dechy, a nawet powiem Ci, że potraktowałam edukacyjnie :)) żeby przypomnieć sobie sekcję F z ICD 10 ;)))

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 09:41:18:

    Ewka, bo ja to bym chętnie sobie poczytała Twoje odpowiedzi na te pytania. Jestem strasznie ciekawa różnych Twoich upodobań i wspomnień i fantazji (nie żebyś miała się czuć pod jakąś presją, czy co... :)))

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 09:44:14:

    Squirku, oj, dzisiaj są urodziny Trenera? To wszystkiego najszczęśliwszego. I żeby mu Myszy jak najczęściej omiatały nosy wąsami i lizały go z całego serca po palcach (czego i Tobie życzę, oczywiście). Trzymam kciuki za przygotowania do imprezy (coś pysznego pewnie zrobisz?)!

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 09:48:30:

    O! Jak się cieszę, że jeszcze ktoś lubi "In Treatment"!!! Nie miałam z kim gadać na ten temat. Masz jakiegoś ulubionego pacjenta? Bo ja za każdym tygodniem kocham kogo innego i w kim innym się odnajduję. Bosz. Poza tym, hehe, Berberysie, myślałam, że to tylko ja siedzę i się edukuję tym serialem. Kończę drugi sezon uprawiając domorosłą diagnostykę oraz podglądając warsztat terapeuty zamiast po prostu siedzieć i się napawać dobrym aktorstwem.

  • Gość agata napisał(a) z *.net.stream.pl komentarz datowany na 2012/11/13 13:12:46:

    dzięki za obfite odpowiedzi :) miło było dowiedzieć się tyle o Tobie. widziałam 'in treatment' i również poruszył mnie ten serial. dużo mądrych rzeczy można z niego wynieść i poczuć się czasami jakby się samemu było na takiej kanapce na przeciwko pana terapeuty. a ta polska wersja to przy oryginalnej niestety kiepska podróbka.

  • squirk napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 14:55:16:

    Ossobucco, wino i Biała Pavlova z musem jagodowym albo truskawkowym, Myszy w pełnym szarym rynsztunku, Większini łaskawie pozwoliła się kiziać i puszyć, co jest bardzo wyjątkowe, bo nie oswaja się szybko, Mniejszini oczywiście trwa w szale wyłażenia na nas w sekundę i lizania po nosach, oszaleję tu kiedyś, ale póki co nie mam na to czasu, biorę się za robotę ;-)

  • alekssssandra napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/13 21:46:02:

    "1 listopada. Dziś zaczyna się czas opowiadań. W całej Bretanii opowiadanie zaczyna się we Wszystkich Świętych, w Czarnym Miesiącu." ('Opętanie", A.S.Byatt)
    Mimo iż to nie ja mam odpowiadać na zadane przez Ciebie, Kucharko, pytania, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie nawiązać jednoczesnie do dwóch z nich. Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, uwielbiałam listopad. Tak; ponury, wietrzny, mroczny listopad. Wiele znaczących rzeczy w moim życiu wydarzyło się w listopadzie. Sudety (bo mieszkałam w górach) o tej porze roku są przepiękne. Pełne mgieł, chmur sunących nisko nad szczytami gór... W moim mieście cmentarze są połozone na stokach, więc kiedy zapada zmrok we Wszystkich Świętych, całe wzgórza rozświetlone są zniczami. Klimat jak w obrazach Beksinskiego.
    Atmosfera wyciszenia i refleksji pojawiająca się 1 listopada zazwyczaj skłaniała mnie do zastanawiania się nad rokiem, który prawie dobiegał konca. Zaczynałam wtedy wiecej pisać i analizować. Dlatego tez od razu przypadł mi do gustu zwyczaj opowiadania panujący w Bretanii w Czarnym Miesiącu. Miałam gdzies w notatkach ten cytat i postanowiłam się z Tobą nim podzielić, bo jednoczesnie pochodzi z książki, którą z całego serca polecam. Jest przepiękna i to w wielu wymiarach. Czekałam 10 lat, żeby ją kupić! Nie była długo wznawiana, a nie sposób było ją dostać ani w księgarniach ani na allegro. Chętnie dowiem się, co o niej myślisz, jeśli będziesz miała okazję przeczytać.

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/14 11:15:13:

    Squirku, jakby co, to ja mam urodziny w kwietniu ;))) Mmmm... Biała Pavlova...

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/14 11:32:54:

    Aleksandro, jak pięknie... Nigdy nie byłam w Sudetach, ale tak o nich żywo i nastrojowo piszesz, że je zobaczyłam pod powiekami. Te mgły, chmury i znicze. Może listopad da się lubić poza miastem? Może ja już po prostu robię się za stara na Warszawę? A może Warszawa robi się nie do wytrzymania? Albo wszystko naraz, bo przecież na ogół prawda leży gdzieś pośrodku.
    Dziękuję Ci za książkową podpowiedź. Nigdy nie czytałam Byatta, ale wygląda na to, że już najwyższa pora.
    Ale jaja. Jako osoba impulsywna oraz świeżutko przestawiona z papieru na czytnik e-booków, już go sobie ściągnęłam. Niesamowite. Dwie minuty i już mam książkę! Tak się broniłam przed czytaniem na ekranie, tak wzdychałam, że papier pod palcami, że zapach druku, że przekręcanie kartek. Ale któregoś dnia poczułam, że tonę w książkach i że tych przeczytanych już nie mam komu oddawać, więc narastają wokół mnie i szkoda tych wszystkich drzew, które pochłonęły. Koleżanki odmawiają organizacji kolejnej imprezy-wymiany, a w bibliotece publicznej zaczęli się już przede mną bronić, tłumacząc że darów ci u nich dostatek ;)))
    Ale ta Bretania i jej opowieści jest niezwykle kusząca. Byłam kiedyś na festiwalu opowiadaczy. Jego gwiazdą był białowłosy brodaty facet o wyglądzie starego, wysmaganego wiatrem rybaka, właśnie z Bretanii. Boże, jak on opowiadał. Żaden film hollywoodzki nie umywa się do dobrej opowieści. Na widowni było kilkadziesiąt osób i wszyscy śmialiśmy się i płakaliśmy na przemian. Jak dzieci. Więc kiedy tylko skończę obecną lekturę, zabieram się do "Opętania". A Ciebie pozdrawiam listopadowo!

  • squirk napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/14 12:30:58:

    Zdrowiej - przypomnij mi jakoś chwilę wcześniej, hm? Kolacja była świetna po czym zapadłam na anginę chyba, straciłam głos, mam gorączkę i inne atrakcje, usiłuję napisać notkę i pomyśleć nad Twoim łańcuszkiem, różnie mi to wychodzi ;-)

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/15 09:34:30:

    Biedaku... Trzymaj się :)

  • sakurako napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/15 19:49:54:

    Dobre pytania!
    Jak ja się zbiorę... Jak ja na nie odpowiem...;)))
    Mam jeszcze zaległe pacnięcie od Squirk - zrobię zatem zbiorczy post ekshibicjonistyczny.
    Dziękuję za kolejną inspirację do napisania i miło mi niezmiernie, że o mnie pomyślałaś.

    Ta technika! Też już mam "Opętanie", będę czytać na dniach.
    Z pięknie napisanych książek, takich, które snują się jak dobra opowieść w kręgu - bardzo lubię "Kołysankę dla wisielca" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego.
    Czasami książka dotyka czegoś głęboko w środku, przemawia szczególnie pięknie sformułowanymi zdaniami, czaruje nieoczywistym klimatem, zawiera opis, który później śni się po nocach. Wracam po takie książki do księgarń, kupuję je w wielkich stosach, a później czekam na okazję, którą wskaże Los. Jakoś ciekawe, że jak do tej pory wszystkie trafiają bezbłędnie w zapotrzebowanie. "Kołysanki" były tylko 2 szt. Jedna dla mnie, druga dla mojego przyjaciela, który kocha żonglowanie i malowanie słowami. Nie ma przypadków.

    W Warszawie skończył się właśnie Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania, następny znów za rok (także w listopadzie, może go w końcu pokochasz Zdrowiejko?:)
    Ale! Na początku grudnia - podsumowanie opowiadaniowego projektu: Cudowna podróż (którego jestem warsztatowym uczestnikiem) i CAŁY dzień opowieści. Już się nie mogę doczekać:)

  • alekssssandra napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/15 20:02:15:

    Widzę, że 'Opętanie 'trafi jeszcze może do kilku osób oprócz Ciebie:) Strasznie się cieszę, a już wogóle byloby ekstra, gdybyście się podzieliły wrażeniami po przeczytaniu! Chyba sama przeczytam jeszcze raz i będę się delektować każdym zdaniem na nowo.
    Miło mi również, że zainteresowałam Cię, Kucharko, moimi górami:) Może to tam, zamiast nad morze, wybierzesz się w ramach odpoczynku od wielkiego miasta? Polecam bardzo.

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/16 09:14:19:

    Nie śmiejcie się ze mnie, muszę to po prostu powiedzieć: zaczyna mi się naprawdę bardzo podobać na tym moim blogu ;)))
    Coraz mniej wpisów piszę, a coraz ciekawiej się robi. Książki fajne się pojawiają do przeczytania (i to jeszcze takie, o których istnieniu ja, wydawałoby się humanistka, nie wiedziałam). Opowieści o miejscach i o wydarzeniach. Bardzo dziękuję, Aleksandro i Sakurako, bo strasznie lubię, kiedy ktoś mnie tak zainspiruje. Kończę czytać parę książek (mam jedną "autobusową" i jedną "weekendowo-wieczorną") i kiedy je skończę, zabieram się do "Opętania"! Chętnie o nim coś tu napiszę po fakcie, jakieś impresje, i fajnie by było, gdybyście się podłączyły :) Będziemy mogły taki wirtualny "klub książki" uskutecznić.
    Aleksandro: góry są na mojej liście urlopowej. Nie wiem, czy dam radę je zobaczyć od razu, ale bardzo chciałabym je kiedyś zobaczyć. W Polsce jest parę naprawdę pięknych, niedocenionych zupełnie miejsc. Z mojego punktu widzenia może nawet dobrze. To żadna przyjemność przepychać się na Krupówkach, w Łebie albo w Kazimierzu z setkami innych turystów.
    Sakurako: poszukam "Kołysanki". Może i do mnie trafi ("Zdrowiejko"! Śliczne!). I jeśli mi się uda, jeśli nie wybędę wreszcie z tej Warszawy, to wpadnę na "Cudowną podróż". Fajnie byłoby wziąć na nią moich siostrzeńców. A Twoich odpowiedzi na moje pytania nie mogę się doczekać!

  • Gość Magda napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2012/11/16 10:15:41:

    Dziękuję za nominację:)))
    Miło było poczytać o Tobie. Gaduła z Ciebie:))))) Jak ja!!
    A propos punktu 7 - pamiętaj że na łożu śmierci nie będziemy żałować tego co zrobiliśmy ale tego czego nie zrobiliśmy!!! Szalej zatem!!!

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/16 11:48:08:

    Magda, moja koleżanko w gadulstwie, masz świętą rację, chyba polecę poszaleć!!!

Dodaj komentarz