Kucharka Zen

Wpis

piątek, 26 kwietnia 2013

Zwycięzcy tego świata

Miałam być jednym z nich. Zwycięzców tego świata. Współczesnych półbogów. Miałam należeć do wyższej klasy wyższej. Piękna, zdrowa, wiecznie młoda, pełna energii, zamożna i zamężna. Perfekcyjnie ubrana i mądra mądrością niezaprzeczalną. Fotografowana w tabloidach. Miałam należeć do elity. Miałam im wszystkim pokazać.

Nie przeszłam szkolenia z żałoby po marzeniach, które już się nie spełnią. Z szacunku do losu, co odbierając bezpowrotnie mrzonki, dyskretnie pcha w stronę tego, co dużo ważniejsze, co ozdrowieńcze, co odżywcze. Ja sobie wypraszam takie uparte, milczące pchanie, nie taki miałam plan na życie. Miałam być półbogiem celebrytą. Zostałam zwyczajnym człowiekiem. Miałam zachwycać. Wzbudzam umiarkowaną sympatię i szacunek (a nawet to nie zawsze). Niech mnie nie rozśmieszają, bo jak się zacznę śmiać, mogę już nie przestać. Miałam zarabiać kokosy na dom z sadem i oczkiem wodnym. Tymczasem jakiś cholerny wewnętrzny głos woła w stronę niskopłatną, niskoprestiżową, działającą dyskretnie, bez rozgłosu, mozolnie ciułającą, wypalającą się z braku społecznej uwagi. Czy to jakiś żart?

Strasznie to dla mnie przykre, odkryć w wieku lat trzydziestu sześciu, że nie mam energii na bycie dyrektorem, że nie mam zdrowia na perfekcjonistyczny profesjonalizm z zerowym życiem uczuciowym, że nie mam siły na karierę przez duże "K". Strasznie to dla mnie przykre, zrozumieć, że rzeczy, które do mnie wołają, które mnie zachwycają, które zrobiły w moim życiu różnicę, to rzeczy nisko wycenione przez gospodarkę rynkową, więc w pogoni za Karierą stanowiące przeszkodę. Od miesięcy patrzę wściekła na swojego psa, w ostatnim paroksyzmie narcyzmu próbując jednak zostać wybitną jednostką z pełnym kontem bankowym. Patrzę w jego wierne, lojalne, wybaczające wszystko oczy z poczuciem, że dzieje mu się krzywda nieodwzajemnionej miłości, bo ja lojalna jestem wyłącznie wobec swojego rozbuchanego ego, swoich ambicji, które nieustannie wpędzają ciało w chorobę, a duszę w samotność.

Sama sobie zafundowałam taki los. Ale przecież trzeba do czegoś dążyć, ale przecież wszyscy tak robią, ale przecież próbuję godnie żyć, powtarza mój wewnętrzny adwokat diabła. Przecież próbuję zarobić na dentystę i lekarza i wakacje. Przecież nikt mi nie zapłaci za to, co robi autentyczną różnicę w tym świecie. Za przyjaźń, za dobroć, za czułość, za tkliwość, za bezinteresowną pomoc, za stałość, za dojrzałość, za zaufanie i godność zaufania. Kiedy patrzę wstecz, na własną biografię, ludzie, którzy coś dla mnie znaczyli, to ci, którzy nie nałożyli ceny na swoje człowieczeństwo. Którzy (z jakiegoś bohaterskiego, niezrozumiałego dla mnie powodu) porzucili wspinanie się na szczyt, udowadnianie innym czy sobie własnej wyjątkowości, własnej ekstraordynaryjności i byli ze mną, wspierając, próbując zrozumieć, w mojej głupocie, mojej małości i moim samolubstwie. W chorobie i w bezrobociu. Za darmo.

Napisał dziś do mnie chłopak, którego uwielbiam. Na Facebooku odezwał się czatem. Ucieszyłam się niewspółmiernie do okazji, ale nie na długo, bo zaraz poprosił o darmową przysługę. Przecież nie nawiązywałby kontaktu tak po prostu, dla czystej przyjemności przebywania z niżej podpisaną. To dumny facet. Ambitny. Zdeterminowany by odmienić swój los. Niechętny wszelkim przejawom zwyczajności, słabości czy bezradności. Ekspert. Półbóg. Przyszły celebryta. Jestem mu potrzebna tylko do konkretnych funkcji, wyłącznie w wybranym przez niego, dogodnym jednostronnie momencie. Narcyz z ponadludzkimi ambicjami. Moje lustrzane odbicie. Być może zapłaci za to wszystko taką samą cenę jak ja. Cenę przegapienia najcenniejszych ludzi w życiu. Cenę choroby zwanej niewiernością samemu sobie - być może pierwsze zaszwankuje mu serce, może wątroba albo żołądek, a może głowa. Albo, kto wie, być może rzeczywiście istnieje rasa nadludzi, do której ja po prostu nie należę. Rasa obdarzona umiejętnością nieczucia, niepotrzebowania, niekwestionowania i niezastanawiania się - wszystkich moich wad i słabości, wszystkich dowodów na moją bezsensowność. Może istnieje rasa, która nie choruje. Nie cierpi. Nie błądzi.

Rasa, która nie zrozumiałaby wyborów fatalnie opłacanej pielęgniarki. Nauczyciela czy opiekuna osób starszych. Tej szarej rzeszy, której znaczenia nie sposób przecenić, a której praca wyceniana jest pogardliwie, jakby z łaski. Czy to nie ciekawe, że ludzi, co się zaopiekują uczeniem i wychowywaniem naszych dzieci, co się zajmą naszymi chorymi lub odchodzącymi rodzicami, tak nisko, tak marnie cenimy?

Zwycięzcy tego świata. Zwycięzcy ustalają cennik. Układają reguły, mówią co normalne, co ważne, co widzialne. Zwycięzcy skazują wedle własnego uznania na biedę, na bezradność i na milczenie.

http://www.youtube.com/watch?v=XOCda6OiYpg

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
piątek, 26 kwietnia 2013 21:54

Polecane wpisy

  • Improwizacja

    Czasem zabieram się za pisanie kiedy dopiero mi prześwituje jakiś pomysł. Coś tam się kotłuje trochę euforycznie, trochę płaczliwie. Gdzieś dzwonią, ale czy w k

  • Kim są kobiety

    Zaczęło się niewinnie. Zeszłam w pracy na parter, do recepcji, żeby odebrać jakąś przesyłkę. Zaczęliśmy jak zwykle wymieniać życzliwości - recepcjonistka, ochro

  • Sumienie

    Czytam sobie i słucham sobie i oglądam też, bo są na ten temat obrazki, komiksy oraz filmiki. O himalaistach, którzy ratowali siebie zamiast poświęcać życie dla

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość ruda w drodze napisał(a) z 193.190.253.* komentarz datowany na 2013/04/27 01:54:40:

    ...
    tyle smutku, żalu. Za czymś co.. nigdy nie nastąpi..?
    A może ta szarość, ten cały nie-celebrycki świat.. może on właśnie jest prawdziwy? Może oni wszyscy, tam wysoko na szczeblach kariery, ci wszyscy nadzwyczajni, elita tego świata.. może nie żyją naprawdę? Goniąc wiecznie za czymś, wciąż chcąc więcej, chociaż już dawno przestali rozumieć za czym gonią? Próbując mocniej, bardziej, w końcu coś poczuć chociaż już dawno stali się nieczuli?
    Sama czasem myślę, że może taki świat mógłby być moim światem. Że też tego chciałam. To przyciąga. Wydaje się łatwe. Kusi błyskiem, kolorem, pseudo-radością i niby-szczęściem..
    A potem wychodzisz na ulicę i w tej szarej codzienności nagle zaświeci słońce. I wtedy zdajesz sobie sprawę, że szarość potrafi nabrać kolorów. Prawdziwych. Żywych. Realnych. Nie jest złudzeniem jak ten blichtr. Jest tu i teraz.
    I fakt, że czasem boli, znaczy, że tu i teraz jestem rzeczywiście.
    Ta szorstkość spracowanych dłoni potrafi być czymś pięknym..

    Wiesz, od niedawna Cię podczytuję. I bardzo lubię. Zachwyca mnie to, co czytam. I troszkę zaskakuje. Bo czuję czasem tak, jakbym czytała samą siebie..
    Ślę uśmiech :)

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/27 06:35:38:

    Bardzo jest dla mnie ważne, że coś z tego mojego pisania w sobie odnajdujesz. Ono jest mocno zaabsorbowane sobą (znaczy, ja jestem sobą zaabsorbowana), ale mam nadzieję, że z tego zaabsorbowania wynika coś dodatkowego, coś, z czego mógłby też czerpać jakoś ktoś inny. Wiem, że nie odpisuję jakoś bardzo długo na komentarze, ale często (zwłaszcza Twoje) są tak kompletne, tak wszystko-mówiące, że nawet nie wiem, co odpisać. Natomiast cieszę się z nich ogromnie i bardzo ich wyczekuję. To jest trochę o tym, że nie jestem zupełnie sama w rozmaitych trudnych ale i pięknych doświadczeniach, że nie opisuję czegoś, co dla innych jest całkiem obce i niezrozumiałe, albo co gorsza obojętne. Więc dziękuję :)

  • Gość ruda w drodze napisał(a) z 193.190.253.* komentarz datowany na 2013/04/27 15:00:20:

    Ja myślę, że takie zaabsorbowanie sobą jest czasem bardzo potrzebne. Może trochę oczyszczająco potrafi działać. Poza tym jak piszesz, czasem ktoś może znaleźć w tym coś dla siebie.. W tym całym chaosie nie jesteśmy do końca sami. Czasem chyba tylko tak się czujemy. Chociaż.. może w rzeczywistości każdy z nas jest tak naprawdę sam? To już grubszy temat i tak wielowątkowy jak pewnie ilość ludzi na tej planecie.
    A z tym odpisywaniem.. wiesz może komentarze są krótsze, za to same wpisy są przecudownie długie, także - jest równowaga :)

Dodaj komentarz