Kucharka Zen

Wpis

piątek, 10 maja 2013

Żyć pytaniami

"I beg you, to have patience with everything unresolved in your heart and to try to love the questions themselves as if they were locked rooms or books written in a very foreign language. Don’t search for the answers, which could not be given to you now, because you would not be able to live them. And the point is to live everything. Live the questions now.
Perhaps then, someday far in the future, you will gradually, without even noticing it, live your way into the answer."

Rainer Maria Rilke

"Błagam cię, miej cierpliwość dla wszystkiego, co jeszcze w twoim sercu nierozwiązane, postaraj się pokochać te pytania bez odzewu, tak jakby były zamkniętymi pomieszczeniami lub napisanymi w bardzo obcym języku książkami. Nie szukaj odpowiedzi, nie możesz ich otrzymać już teraz, bo teraz nie byłbyś w stanie nimi żyć. A rzecz w tym, żeby przeżyć wszystko. Dzisiaj masz żyć pytaniami.

Być może później, kiedyś w przyszłości, stopniowo, wręcz niezauważalnie, przeżyjesz całą ścieżkę prowadzącą aż do odpowiedzi."

Nie spodziewacie się pewnie takiej anegdotki, ale anegdotka musi być, bo idealnie wprowadza moje najmocniej ostatnio swędzące, najbardziej irytujące, najtrudniejsze wewnętrzne pytanie bez odzewu, pytanie którym obecnie usiłuję żyć, pytanie, na które nie wymuszam jeszcze za wszelką cenę odpowiedzi. Bosz, ile pokory to wymaga... Miejsce akcji: sala do tańca albo aerobiku, taka z panelami na podłodze i lustrami zamiast jednej ściany. Aktorzy: śliczna, rezolutna, delikatna blondyneczka w białej koszulce z jakimś wegetariańskim napisem i ja. Zdarzenie: masaż. Tak, proszę szanownych państwa, podczas warsztatu emisji głosu, o którym pisałam nie tak dawno, miałyśmy ze śliczną, rezolutną blondyneczką pomasować sobie nawzajem karki i ramiona. Blondynka masowała pierwsza, dość pewnie, niespiesznie, ostrożnie, a ja z przyjemnością poddawałam się jej dotykowi, wypytując ją o miejsca szczególnie napięte, sprawdzając czy jej odczucia jako masażystki odpowiadają moim jako osoby masowanej. Czy najsztywniejsze mam ramiona? Czy może szyję trzymam sztywno? Czy zablokowany kark da się choć trochę odblokować?

Zamieniłyśmy się rolami i nagle ogarnęła mnie panika. Dziwne. Robiłam takie amatorskie masaże setki razy. Śpiewałam kiedyś w chórze i bez większych ceregieli chórmistrze rozmaici zlecali nam, chórzystom, wzajemne ugniatanie karków przed próbą. Czego się więc tak bardzo przestraszyłam? Że nie umiem masować? Nie umiem dotykać? Nie znam się na anatomii? Nie rozumiem ludzkiego ciała? Nie wiem jak obsługiwać drugą osobę? Panie premierze, jak żyć? No najwyraźniej właśnie tak. Wszystkie powyższe pytania wysypały się jak z zawiązanego od dekad worka, worka nigdy wcześniej nie ruszanego. Jak postępować z innymi ludźmi? Jak być, jak się ułożyć ze światem? W przedziwnym momencie jasności opadły mi z oczu jakieś wieloletnie klapki i stanęłam - bezradna, pozbawiona podstawowych umiejętności, rozbrojona całkiem życiowa analfabetka - za plecami blondynki, urabiając miękką bladą skórę u podstawy jej szyi w przerażeniu, że zrobię jej jakąś krzywdę, że niechcący coś złamię, stłukę, uszkodzę. Filigranowa laleczka przede mną, bierna, posłuszna, przyzwyczajona perliście chichotać i poddawać się bez słowa woli innych, idealna zabaweczka dla silniejszych, nie mówiła nic. Nie wiedziałam więc, czy mój dotyk sprawia jej przyjemność, czy jest dla niej trudny, czy ją boli. Cisza. A ja nie telepatka. Pomyślałam sobie złośliwie, że takie blondyneczki nie są najlepiej wyszkolone w pilnowaniu niezawisłości własnego ciała. Być może nawet nie wiedzą, że ich ciało do nich należy, i że to ich, a nie moja rola, pilnować jego granic, bronić jego dobrostanu. Blondyneczki kapitulują bez walki. Składają broń zanim zacznie się jakakolwiek interakcja. Jej milczenie, jej zaufanie, jej wiara w moją dobrą wolę i kompetencję sparaliżowały mnie całkowicie. Zrozumiałam coś ważnego. Zrozumiałam swoją gigantyczną nad nią władzę. Nie chciałam takiej władzy. Nie prosiłam o nią. Nie przyszłoby mi nawet do głowy zażądać, żeby mi jej aż tyle oddawała. Żeby mnie tak milcząco, tak automatycznie obarczyła odpowiedzialnością za siebie. Żeby, jak jarzmo, a nie jak podarunek, wręczała mi swoją własną bezbronność. Jej ufność była dla mnie ciężarem nie do udźwignięcia, bo nie wiedziałam przecież lepiej od niej, co dla niej dobre, co nie. Skąd miałam to wiedzieć, skoro milczała. Nie czytam w ciszy. Nie chcę musieć w niej czytać. 

Śliczna blondynka w końcu, kiedy już się napociłam i nastresowałam masując jej milczące, nie odpowiadające na moje pytania plecy (za mocno? a tutaj? czujesz coś? nie boli?), i nic w niej (o ulgo, o wielka radości), nic a nic nie uszkodziłam, przeciągnęła się jak kot, westchnęła rozkosznie i oświadczyła (nie mnie, instruktorce prowadzącej zajęcia), że dawno nie czuła się tak zrelaksowana. A ja, zamiast się cieszyć, poczułam tylko falę wściekłości. I przypomniało mi się, że podobna fala bezradnej, rozpaczliwej furii zalewa mnie od lat kiedy ktoś oddaje mi pod opiekę stuprocentowo niewinne, zależne, bezbronne dzieci albo zwierzęta. Ta bezgraniczna ufność w ich oczach. To bezwarunkowe oddanie mi się w moją fachową (że jak?) kuratelę. Ta wiara, że nie zrobię im krzywdy, że będę działać w ich interesie, że jestem dobra i mądra, że wezmę za nie odpowiedzialność, że ochronię i obronię, że powiem im co robić, bo znam się na świecie dużo lepiej, bo wiem, jak się po świecie poruszać, to wszystko jest nieporozumieniem. Przecież ja zielonego pojęcia nie mam. Ktoś zapomniał mi skserować instrukcję obsługi.

W przebłysku, który nie mógł trwać więcej niż ułamek sekundy, pojawiło się jedno z tych pytań bez odzewu, o jakich pisał Rilke - co ja wyrabiam? Jakim cudem taka niekompetentna w kwestii styczności z bliźnim, w kwestii obsługi drugiej istoty uchowałam się aż do tej pory? I  zrozumiałam, że dotąd postępowałam z wszystkim, co żyje wokół mnie na ślepo. Naśladowczo i bezmyślnie. Jak dobrze zaprogramowany, choć niepewny, pełen dyskomfortu robot. Kultura nauczyła mnie procedur odpowiednich dla rozmaitych społecznych ról (tak zachowuje się starsza siostra, tak córka, tak żona, tak nauczyciel), a ja role te potulnie odgrywałam. Nauczyłam się setek łatwych, prostackich nieco manipulacji (powiedz komplement, to się uśmiechną i polubią, dużo słuchaj, to uznają cię za dobrego człowieka, mów pewnym głosem, to się nie domyślą, że nie wiesz), które prawie zawsze się sprawdzały, które bezrefleksyjnie przyjęłam za własne sposoby na życie i automatycznie, nawykowo powtarzałam, wpadając tylko czasem w stupor, w depresję albo w atak wściekłości kiedy naciskałam ten co zwykle guziczek, a guziczek nie działał.

Dzisiaj więc żyję nowym całkiem, ale tak naprawdę wieloletnim pytaniem. Pytaniem złożonym i pytaniem, którego przeżycie może zająć mi kolejne kilka dekad (jęk). Pytaniem, które błyskało już tu i ówdzie gdy przyszło mi jako dziecku zaopiekować się słabszym i młodszym albo starszym i bardziej przestraszonym. Nauczyłam się brać za innych odpowiedzialność chociaż nie miałam ku temu wystarczających umiejętności. Wytrenowałam się na czujną, wrażliwą, inteligentną, ale pustą w środku, pozbawioną czułości, intuicji i empatii obsługę. Jestem żadną opiekunką, żadnym mentorem, żadnym ekspertem. Sama już sobie w te świetnie opanowane role nie wierzę. Co dalej? Tak brzmi pytanie bez odzewu, pytanie, na które istnieje gdzieś dalej na mojej ścieżce odpowiedź, do którego, żyjąc po prostu, może kiedyś (mały krok za małym kroczkiem, byle bez paniki) dojdę. Powiem wam, na co mam nadzieję. Mam nadzieję, że na odpowiedź natknę się, bo postanowię, mimo trudności, strachu i ryzyka utraty twarzy, nauczyć się tego wszystkiego, czego jeszcze nie umiem. Pożyć trochę pytaniem.

http://vimeo.com/65576562

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
piątek, 10 maja 2013 10:33

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • taniatoja napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/10 11:05:48:

    Dziękuję za ten mądry tekst Rylkiego:)
    ciekawe jest to, co piszesz...

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/10 11:22:33:

    Prawda, że Rilke ładny? Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz