Kucharka Zen

Wpis

sobota, 26 kwietnia 2014

Żałosna samotna stara panna z pieskiem

Dlaczego to tak zabolało? Dlaczego parę słów ma taką moc? Jakby ktoś jednym zdaniem zabrał mi mozolnie budowaną opowieść, w której nareszcie mam godność i podmiotowość, wybiwszy mnie z tej pieczołowicie skonstruowanej struktury emocjonalnej, która pozwala nie wpadać co chwilę w panikę, która pozwala śmiało wkraczać w nowe sytuacje, która pozwala spać w nocy i cieszyć się drobiazgami i czerpać przyjemność z kontaktów z drugim człowiekiem. I w zamian nagle wcisnąwszy do tej starej, dobrze znajomej, rzadko kwestionowanej przez naszą kulturę historyjki o kocmołuchu który przestał istnieć, bo świat o nim zapomniał? Roztrzaskał mnie na kawałeczki.

Jak to bije prosto w atawistyczny lęk, że zostawi mnie całe moje stado, że jestem dla stada niewystarczająco atrakcyjna, niewystarczająco przydatna, niepożądana, że niepełnowartościowa, więc nie wezmą za mnie odpowiedzialności. Że sama, że bez wsparcia będę musiała walczyć o przeżycie. Że drapieżniki i psychopaci taką niezaopiekowaną, taką niechcianą przez nikogo w pierwszej kolejności rozszarpią ostrymi zębami. Przerażone samotne zwierzątko. Jak ten lęk bezbłędnie napędza moje nieustanne kupowanie nowych fatałaszków, lakierów do paznokci, czasopism szmatławych, co psują dobre samopoczucie pokazując gładkie twarze nietypowo pięknych, wybranych spośród milionów innych podlotków o niemożebnie nieskazitelnych ciałach. Moje kolekcjonowanie kolejnych książek (takiej mądrej nie weźmiecie ze sobą? Tyle wiem, tyle umiem, nie zostawiajcie mnie na pastwę!), filmów (takiej wrażliwej, takiej kulturalnej pozwolicie zdechnąć bez wsparcia, nie zostawiajcie mnie!), przeżyć (skakałam z helikoptera, nurkowałam, byłam na kilku kontynentach, chodziłam po jaskiniach i prawie tam utknęłam, nie zostawiajcie, weźcie mnie ze sobą, kochajcie, zauważcie, bez was sobie nie poradzę!), dobrych uczynków (zapisałabym nimi całą bibliotekę, jestem tak pomocna, tak uczynna, tak dobrze słucham, tak pięknie pomagam, tak elegancko sprzątam, prasuję, zmywam naczynia, przydam wam się, nie zostawiajcie).

Więc ktoś wycelował prosto w lęk, że zginę, bo świat się mną nie zaopiekuje.

A co się dokładnie stało? Przyjaciel tak niewinnie zażartował. Że ktoś, kto ogląda moje zdjęcia na fejsbuku pewnie by sobie o mnie tak pomyślał. Stara panna z pieskiem. A ja rozpadłam się na maleńkie kawałeczki, bo żyłam w złudzeniu, że jednak jestem kimś więcej. Że mozaika moich fotografii na portalu społecznościowym tworzy całkiem inny wizerunek. Zachichotały realia i przypomniało mi się, że nie mam żadnej kontroli nad tym, jak mnie zinterpretują inni. Że żyję w społeczeństwie, gdzie - jako kobieta - przynależność i bezpieczeństwo muszę okupić bezgraniczną ofiarną dobrocią dla innych albo nadzwyczajną cukierkową, że aż schrupać atrakcyjnością fizyczną. Istnieją inne opcje, ale są dużo bardziej złożone, pracochłonne, kosztowne, a przede wszystkim ryzykowne społecznie.

Mogę manipulować tym, co świat o mnie myśli i jak mnie widzi i mogę starać się, wznosić sprytnie pomalowane jaskrawymi kolorami fasady - jaka to nie jestem nowoczesna, jaka samodzielna, jaka jakościowo odmienna od wcześniejszych pokoleń. Jaka feministka, jaka humanistka, jaka buddystka, ile to lat się nie napracowałam żeby pofrunąć wyżej niż jedna nieżyczliwa interpretacja otoczenia. Ale na koniec jestem tylko starzejącą się kobietą z czworonogiem, samotną, bo nikt jej nie chciał wystarczająco mocno.

Zapłakało moje wnętrze, zgięłam się wpół. Rozpadły się na moment wszystkie nowiutkie, błyszczące psychologiczne mechanizmy ochronne. Nie wystarczyły. Może jeszcze za mało solidnie je sobie ufortyfikowałam. Takie słowa mają jeszcze nade mną władzę. Kupuję tę etykietkę. Sama tak siebie widzę jakąś przestraszoną częścią mnie. Tą, która nie wierzy, że da radę w kosmosie bez pomocy, opieki i przewodnictwa. Wstydzę się tego i chowam, chronię przed resztą świata. Publikuję w mediach społecznościowych zdjęcia, które świadczą o mojej nadzwyczajności, o szczególnych zainteresowaniach, o przedmiotach, które posiadam, wysmakowanych, rzadkich, pięknych - w nadziei, że może i mnie ktoś za piękną, niecodzienną i smakowitą uzna. Dorzucam zdjęcia, które dokumentują moje bujne życie intelektualne - przeczytane książki, obejrzane filmy - wyrafinowanie, klasa - bo może tym sposobem nabędę owych cech w oczach obojętnego świata, co sam równie intensywnie zajmuje się swoim społecznym PRem. I jeszcze, i jeszcze, i to najboleśniejsza część całej tej lekcji - wybieram na fejsbuka przede wszystkim fotki okazji towarzyskich - dowody na to, że ktoś mnie jeszcze włącza w swoje życie, że ktoś czasem na mnie zwraca uwagę, że komuś jestem potrzebna, że nie zostawiono mnie, nie porzucono, nie jestem sama i niepożądana. Że mam swoje miejsce na świecie. Że istnieję.

Tyle mądrych, mądrych osób pisało już, że kobiety wychowuje się tak, żeby budowały tożsamość i poczucie własnej wartości na fundamentach swojego odbicia w innych oczach. Że nie istniejemy bez jakiejś ważnej relacji - bez pracy, w której działamy dla społeczeństwa, bez rodziny, której się przysługujemy, której pomagamy, której się do czegoś przydajemy. Bez mężczyzny, który nas pożąda. Który podziwia, a którego nieobecność, którego brak oznacza naszą dezintegrację. Zniknięcie. Niebyt.

Kim więc jestem jeśli od lat nie ma przy mnie na dłużej mężczyzny? Czy ludzkim śmieciem? Odrzutem z matrymonialnego rynku? Czy niedorobionym towarem? Bublem? Ciałem niedoskonałym, którego nikt już dawno na ponad kilka nocy nie pokochał, nikt nie potwierdził jego wartości dotykiem, pragnieniem posiadania na permanentną własność, dożywotnio i na wyłączność?

Kim jestem czym jest to moje wypieszczone życie, spacer z psem i nieustająca miłość miłość do psa do ptaków do chmur do zapachów powietrza do przechodniów i drzew, kawa codzienna poranna, praca ze wszystkich sił wykonywana najpiękniej jak potrafię, rozmowy z ludźmi, w których przebudowuję swoje kontakty z rzeczywistością ciągle na nowo, bo ciągle zaskakują, mój zachwyt światami wewnętrznymi pięknych umysłów, co piszą książki i robią filmy, mój blog, który sam się już pisze i nie szuka nareszcie poklasku, nie szuka towarzystwa, chce tylko tkać i koronkowe konstrukcje snuć ze słów, jako rodzaj zabawy z istnieniem, takiego ścigania znaczeń, przetłumaczania doświadczeń płynnych i zmysłowych na język liter i związków frazeologicznych, moje największe osiągnięcie moja więź wieloletnia nieprzerywalna odporna na przykrości i małostki, na obojętności i nieczułostki bliskich, moje wszystkie tyle lat wypracowywane więzi z przyjaciółmi którzy zawsze już są, nawet jeśli ich chwilowo nie ma, moja radość tworzenia z kolorów i faktur, bluzeczek, spódniczek, bransolet, codzienna stylistyczna symfonia dla samej przyjemności wypróbowania nowych zestawień. Moje alchemiczne eksperymenty kuchenne. Moje poszukiwania inspiracji i dzielenie się z kim tylko mogę inspiracjami, naukowymi, filozoficznymi, duchowymi, artystycznymi. Moje rozwijanie się, nabieranie siły, wytrzymałości, stabilności, zaufania do siebie, życzliwości wobec innych. Moje dotykanie innych. Moje bycie dotkniętą.

To wszystko nagle traci wszelką wartość. Odarte zostaje z ciężaru gatunkowego. Bo ktoś relegował mnie do drugiego szeregu, oświadczył, że głównym bohaterem eposu można być tylko na ściśle wyznaczonych warunkach - zbudować most, założyć korporację, zaprojektować budynek opery albo odkryć lekarstwo na śmiertelną chorobę. Podejrzewam jednak, że nawet gdyby mi się któreś z tych osiągnięć przytrafiło, a dlaczegóż by nie, to i tak gdzieś ktoś by znalazł jakąś skuchę, jakiś powód dla dyskwalifikacji.

Zdyskwalifikowano mnie. Pokazano gdzie moje miejsce.

Zeruje się zeruje się całe moje życie dokonań, cała ta ciężka, systematyczna, bohaterska praca żeby pięknie i godnie i szlachetnie i autentycznie żyć. Bo w narracji, w której kobieta warta jest uwagi, zasługuje na spojrzenie, na szacunek, ma rację bytu tylko i wyłącznie w oczach zakochanego mężczyzny, ja i mnie podobne bohaterki jesteśmy bezwartościowe. Stanowimy lamentujące, irytujące, żałosne tło.

Dziękuję ci, świecie, że jeszcze, mimo moich starań by urosnąć w godność, nadal i ciągle mnie tak widzisz. Dziękuję za ciotki i koleżanki, które współczująco pytają, jak moje poszukiwania faceta (domyślnie, jedyna możliwa do wyobrażenia treść mojego życia). I czy już znalazłam, i dlaczego jeszcze nie. Dziękuję ci świecie, że nie oferujesz jeszcze ogólnie akceptowanej, oczywistej opowieści, w której mogłabym być podmiotem, aktywną jednostką, która nie tyle podlega działaniom czy pragnieniom innych, co sama od środka decyduje i kształtuje swój świat, decydując na przykład, że na razie lepiej się czuje sama, że na tym etapie jej życia nie zna nikogo, komu by chciała dać obok siebie miejsce, kto mógłby współtworzyć tkankę jej codzienności na zasadach, jakie jej odpowiadają. Opowieści, w której mogłabym być sama i tęsknić za drugim człowiekiem bez konieczności automatycznego lądowania w stereotypie żałosnej starej panny.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
sobota, 26 kwietnia 2014 14:28

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • 40cztery napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/26 14:46:50:

    To może od razu trójkąt?

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/26 16:06:07:

    Chyba nie przeczytales tego tekstu. Moze co najwyzej tytul, co?

  • czerwonyberberys napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/26 17:50:31:

    wiesz co Zenus - powiedz o tym temu przyjacielowi. Gwarantuję Ci, że rozpadnie się na 1000 kawałeczków, bo myślał o sobie, że jest zabawny i lubiany..
    ale tego nie zrobisz, na pewno nie złośliwie. Bo jesteś duzo piekniejszym człowiekiem niż ta atrakcyjna dziewczyna - mądra, ciekawa, uśmiechnięta, piekna - którą widze na portalu.
    Świadomość, że każdego można zranić słowami to kiepska tubka kleju. Ale świadomość, że się wie, jak to zrobic, a mimo tego używa sie rozumu, żeby tego nie robić - już całkiem niezła :))

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/26 18:48:29:

    Sie wzruszylam, Berberysiu, dzięki z całego serca za ten komentarz. Jakoś skuteczniej mnie jednak podniósł na duchu niż propozycja trójkąta :) Mówiłam przyjacielowi, ze to co powiedzial naprawde zabolalo. Głupio mu sie strasznie zrobiło, bo to wrażliwy facet w gruncie rzeczy, tylko nie zawsze rozumie moc rażenia slow... Sam pewnie nie raz sie nasluchal głupot na własny temat i pewnie pomylił sile psychiczna z udawaniem, ze człowieka nic nigdy nie dotyka.

  • czerwonyberberys napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/27 20:59:34:

    inaczej nie nazwałabyś go przyjacielem:):)

  • Gość Stara panna napisał(a) z *.pila.vectranet.pl komentarz datowany na 2014/07/15 08:42:54:

    Cała ja! Bez nadziei, wiary, oczekiwania na cud! Pozostaje samobójstwo, nie chcę tak dłużej żyć! Komu jest potrzebna śmieszna, stara panna? NIKOMU!

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/15 16:43:32:

    Mam nadzieję, że nie piszesz o samobójstwie serio, bo chociaż Cię nie znam, jestem pewna, że to raczej jakaś zmiana, jakieś odświeżenie spojrzenia na życie jest odpowiedzią na "nie chcę tak dłużej żyć". Jeśli nie tak, to najlepiej by było inaczej.

    Ja myślę, że stara panna jest potrzebna całej masie ludzi. Z sobą samą na czele. Ten wpis nie jest samokrytyką, nie jest wyśmiewaniem się z siebie, nie jest też umniejszaniem sobie. To już robi kultura popularna w rozmaitych gazetach, teledyskach i czasopismach. Ja już nie muszę się dodatkowo dobijać :) Ja wierzę w wielką wartość każdej kobiety, natomiast nie wierzę, że ta wartość przejawia się wyłącznie przez związki, że mężczyzna wszystko załatwia i jakiś happy end następuje z jego powodu, kończą się wszystkie trudne emocje i nastaje wielka błogość na długie lata. Przecież tak nie jest. Każdy potrzebuje bliskości, a to, czy ją ma czy jej nie ma nie świadczy w ogóle o jego wartości jako człowieka. Jest pełno kobiet i mężczyzn, którzy w tej chwili są sami.Takie czasy, że związki są trudniejsze, krótsze, często płytsze niż kiedyś. Z rozmaitych przyczyn. Ale przecież blisko z drugim człowiekiem można być na masę sposobów - są przyjaźnie. Jest praca. Są ciekawe przypadkowe rozmowy w kawiarni, w przedziale pociągu, w parku, są znajomi - ludzie, z którymi można sobie pobyć, niekoniecznie w romantycznych sytuacjach. Trzymam za Ciebie kciuki.

Dodaj komentarz