Kucharka Zen

Wpis

niedziela, 05 marca 2017

Manifa

Czasami sobie myślę, że to mniejsza sztuka. Być odważną na korporacyjne sposoby, być buńczuczną, wygadaną, trochę kłótliwą i mocno zdeterminowaną, żyć wygodnym, zrozumiałym dla wszystkich stereotypem wojownika, gardzić słabymi, kopać leżących, w sobie jak chwasty wykrzewić wszelką wątpliwość i miękkość. Zadaniowo żyć, odhaczać kolejne punkty programu, podporządkować każdy moment jakimś celom odległym i cudzym, zapomnieć o miękkich, płynnych granicach codziennej ludzkiej poezji, przestać widzieć i słyszeć, co jest, przestać towarzyszyć zwyczajnym, upierdliwym bliźnim. Uzbrajać się we fryzury i szpilki, ołówkowe spódnice i tusze do brwi, pod którymi czasem nie widać różnicy między radością a smutkiem. Zmęczenie traktować jak wroga, spatologizować senność, chorobę ambiwalentnie widzieć jak wybawienie i klątwę zarazem, wymuszony wyczekany wypoczynek i barierę w wyścigu drapieżnych gryzoni po nieuchwytny absolut.

Czasem sobie myślę, że kobiecość bezwstydna nie polega zupełnie na seksie z obcymi, bo to łatwizna. Wystarczy pójść do klubu i pić dużo i zostać do jakiejś trzeciej nad ranem, kiedy właściwie o nic innego nikomu nie chodzi i niedobitki się w pijanym widzie przytulają do innych niedobitków, a kiedy już słońce wzejdzie i alkohol przestanie działać przeczołgamy się na kacu i z kapciem w gębie przez jedną z kilku wersji żenującego rytuału: gry w tchórza: kto pierwszy się złamie i pokaże na pokerowej twarzy tę charakterystyczną mieszankę przerażenia, pogardy, zakłopotania i rozczarowania, nadziei i wdzięczności towarzyszącą porankom po jednonocnych przygodach.

Czasem sobie myślę, że większa sztuka być kobietą z tych miejsc, o których się nie pisze historii, wsłuchaną w kogoś innego, a równocześnie skupioną na sygnałach z własnego środka, wkurwioną i zrezygnowaną zarazem. Wiedzącą, ile nie wie. Uczącą się. Błądzącą. Wiedzącą. Potrafiącą. I gotową sobie poradzić z reakcją niedowiarków, hejterów. Równie bezlitosną kiedy leży po kolejnym potknięciu jak kiedy kwitnie po zasłużonym sukcesie. Taką kobietą, która cierpi po rozstaniach i odrzuceniach. I umie kochać z wzajemnością, podejść do obcego człowieka i oswoić się z nim, jego sobie oswoić, to przecież kawał odważnej roboty. Taką kobietą, która nie udaje odwróconej plecami od własnych ambicji, ale umie zaparzyć komuś kawę i uprać skarpetki, jeśli go lubi i chce dla niego lżej i lepiej. Kobietą, która nikomu nie liczy bilansu przysług, szczodrą, ale nie popychadłem. Kobietą, która umie poprosić o pomoc, a czasem umie jej dla siebie zażądać. Czasem myślę, że trzeba pomieścić w sobie sprzeczne stereotypy, rozpuścić w sobie strach przed ich mroczną stroną i wreszcie wytrzymać świadomość, że ani Madonna ani ladacznica nie różnią się fundamentalnie, że nie ma między nimi grubej krechy, że paradoks bycia człowiekiem jest taki, że się w sobie mieści równocześnie pozorne sprzeczności. I już.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
niedziela, 05 marca 2017 16:08

Polecane wpisy

  • Wglądy Wonder Woman

    Wciągnąwszy na siebie koszulkę z symbolem Wonder Woman, a na nią szarą bluzę z tą samą komiksową nadkobietą, poszłam spalić trochę czekoladowego tortu na z

  • Wiedźma na sobotę

    Czasem czytam, za każdym razem w punkt:  https://wiedzmaradzi.pl/2017/09/08/zaganianie/ A tymczasem idę prasować i lepić pierogi, ale tylko dla siebie i os

  • Szymborska na piątek

    "Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością. Przepraszam koniecznośc, jeśli jednak się mylę. Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje. N