Kucharka Zen

Wpis

czwartek, 20 kwietnia 2017

Odcięta

Gdybyście sieknęli ją na pół, nie równe pół, w pasie, odcinając nogi od torsu, ale w symboliczne pół, gdzieś w okolicach szyi, żeby głowę oddzielić od serca i macicy, gdybyście ją rozczłonkowali w ten sposób, niewiele by się pewnie zmieniło. Umarłaby szybko, oczywiście, ale przez te ostatnie ułamki sekund, zanim jej mózg zarejestruje nieludzki ból, na poziomie poczucia, kim jest, jaka jest, ta odrębność głowy i reszty ciała nie zrobiłaby jej różnicy.

Była typowym produktem zachodniej edukacji. Wciśnięta w fotele i krzesła, wsłuchana w abstrakcyjne wypowiedzi, dusząca silniejsze emocje, żyjąca koncepcjami, intelektem. Jej ciało spało, biegało na Orbitreku, jeździło na rowerze, jadło jaglankę na mleku sojowym i pudding chia, uprawiało seks, przytulało się do dzieci w rozmaitym wieku. Jej głowa przyjmowała te doświadczenia jak przez watowaną mgłę, stłumione i mniej prawdziwe. Stłumione i mniej prawdziwe niż kaprys jakiegoś polityka, niż medialna nagonka na uchodźców, niż współpracownik przerażony fluktuacjami walutowymi, które mu rujnują kredytowe plany, niż koleżanka obrażona, że nie można z  nią pogadać o życiowej misji znalezienia jakiegoś faceta, bo faceta trzeba znaleźć żeby móc sobie pozwolić na pełnię czegokolwiek, a przecież i wtedy nawet nie, niż monolog szefa jej szefa i milczenie bezpośredniego przełożonego, który nie skomentował, a więc i nie zasygnalizował, że jest z nią chociaż trochę solidarny w niedowierzaniu w ten cały dom wariatów, podejrzewała, że szef jej szefa cierpi na jakieś schorzenie psychiczne i albo bierze otępiające psychotropy albo ich wcale nie bierze, otorbiony darmową emocjonalną opieką swoich podwładnych nie musi brać odpowiedzialności za to, jak się zachowuje. Liczne przywileje władzy. W jej poprzednim miejscu pracy tylko władza miała prawo do dobrego humoru. Do zmian nastroju. Do odpoczynku. Do snucia opowieści. Do wyznaczania, kto jest dobry, kto zły, kto jest z nami, a kto przeciwko. Tutaj, w nowym miejscu, władza miała przywilej nie brania odpowiedzialności za chaotyczność swojego umysłu. Inni, w tym ona i jej koleżanki, głównie kobiety, zajmowali się nawigowaniem między gwałtownymi wahnięciami jego opinii, paradoksami, przeczeniem samemu sobie, lukami w pamięci, między niespodziewanymi diametralnymi zmianami strategii, które jak dywan wyrwany spod nóg, rujnowały i tak już chwiejne poczucie równowagi. Niszczyły sensowność wykonanej dotąd pracy, odbierały motywację dalszej rzetelnej roboty.

Wszyscy mamy ślepe punkty.

Władza. Ci, którzy mogą nam dać zasoby albo je cofnąć - stanowiska, pensje, przynależność, sensowne zajęcie, ubezpieczenie zdrowotne i plan emerytalny - kształtują nas, chcąc nie chcąc. Od kiedy pamięta, znajdowała się pod opieką osób, które nie czuły tej zależności, nie brały za nią odpowiedzialności, były tak głodne, tak nienakarmione, że pasożytniczo wysysały wszystko, co na ślepo dawała żeby tylko się nie bać, że umrze zostawiona sama sobie. I to chyba właśnie to zgadywanie, od małego, wsłuchanie, wpatrzenie, telepatyczne domyślanie się zmiennych nastrojów osób, które miały nad nią władzę sprawiło, że wszystko inne straciło znaczenie. Czy była śpiąca, czy głodna, czy chora, czego chciała, na co miała ochotę - nieważne - kto inny stanowił punkt odniesienia, źródło życia i sensu, tożsamości i stałości. Nauczyła się więc znieczulać, a potem całkiem ignorować resztę siebie - wszystko, co przeszkadzało w ślepym, patologicznym podporządkowaniu. Głowa oddzielnie od reszty siebie.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
czwartek, 20 kwietnia 2017 09:06

Polecane wpisy

  • Wglądy Wonder Woman

    Wciągnąwszy na siebie koszulkę z symbolem Wonder Woman, a na nią szarą bluzę z tą samą komiksową nadkobietą, poszłam spalić trochę czekoladowego tortu na z

  • Wiedźma na sobotę

    Czasem czytam, za każdym razem w punkt:  https://wiedzmaradzi.pl/2017/09/08/zaganianie/ A tymczasem idę prasować i lepić pierogi, ale tylko dla siebie i os

  • Szymborska na piątek

    "Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością. Przepraszam koniecznośc, jeśli jednak się mylę. Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje. N