Kucharka Zen

Wpis

czwartek, 04 maja 2017

Gryczany makaron z orzechowym sosem i pieczarkami

Z jakiegoś powodu najbardziej pomysłowa jestem kiedy mam ograniczone zasoby. Moje szare komórki karnie, sprawnie, energicznie rzucają się do akcji. Radośnie generują koncepcje zagospodarowania ostatków z lodówki w twórczy i oszczędny sposób. Mój chłopak gotuje więc w garnku wodę na makaron gryczany, a ja rozgrzewam na dużej patelni oliwę z oliwek, do której dorzucam posiekany młody czosnek. Nienasycona, chcę więcej pomocy. Obok zlewu piętrzą się talerze. Zaczął się jego tydzień ładowania zmywarki. Będzie trzeba jeszcze uprzątnąć przed czwartkową wizytą pani, która u nas sprząta. Nienasycona, chcę jeszcze więcej pomocy. Więc siekam cebulę, bo wiem, że on nie lubi. Yin i yang. Nagotuję tego makaronu dużo, za dużo. Mnie się nie będzie chciało go jeść. Jutro zostawię go w pracowej lodówce, zamiast niego napychając się frytkami z humusem i chrupkimi kosteczkami bakłażana. Przedziwna kombinacja. Połowa przyjemności płynie z tego, że on. Że on go sobie odgrzeje w pracy i domowo i od serca. Cebulkę przeszklam, ale zapominam się w swojej wewnętrznej goryczy, więc kilka jej płatków brązowieje. U niego w domu nie obierało się pieczarek. Babcia nie i mama też nie. U mnie się obiera. Nienasycona, chcę być odciążona od konieczności życia, starania się, ryzykowania, wystawiania na porażkę. Dorzucam pieczarki, pokrojone w kostkę, na patelnię. Podlewam odrobiną sosu sojowego, żeby szybciej puściły sok i poddusiły się i zaczęły intensywnie pachnieć. Wszystko na patelni zabarwia się na brązowo. Dodaję do niej, mieszając drewnianą łyżką, duże kawałki cukinii. Nie będę czekać aż całkiem zmiękną. Niech zostaną odrobinę chrupiące, mięsiste. Kiedy zezłocą się na rogach, dosypię tartego parmezanu i sproszkowanych orzechów włoskich. Doleję oliwy. Wycisnę jeszcze ząbek czosnku. Dodam pieprz i sól. Kiedy kuchenka zawyje alarmem, że skończył się makaronowi czas, on wyłączy makaron i odcedzi go. Nie leni się. Nie miga od pracy. Nienasycona, chcę więcej miłości. Mieszam sos i wsypuję rurki brunatne gryczane do sosu. Pozwalam wszystkim składnikom porządnie się zintegrować. Kocham gotowanie. On nie.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
czwartek, 04 maja 2017 16:02

Polecane wpisy

  • Dom Mehoffera

    Kanapa jest w kolorze mchu i ma mszystą aksamitną fakturę. Nie dotykam, bo to przecież muzeum, ale kusi niemożebnie. Kwiaty w obfitości, niektóre suszone, kruch

  • Leżę

    Leżę sobie, a pode mną chłodna, wilgotna do szpiku kości ziemia. Zbiera się na deszcz, na wschodzie ciemne chmury kumulują się w grożną, spiętrzoną plamę, ale j

  • Odzyskiwanie zachwytu

    Próbuję nie konsumować. Naprawdę próbuję. Mam kilka wolnych dni, planuję się bezwstydnie obijać i nie przychodzi mi do głowy prawie nic oprócz konsumpcji (książ