Kucharka Zen

Wpis

sobota, 08 lipca 2017

Co mi daje siłę

Momenty kiedy biegnę. Kiedy rozumiem, całym ciałem, naturę biegania, kiedy oddycham w najmądrzejszym wobec tego ruchu rytmie, kiedy uderzam stopami w twarde podłoże i moje stopy rozumieją czym ono jest i jak w nie uderzać. Momenty kiedy jestem bieganiem. Moje łokcie i klatka piersiowa, brzuch i biodra i uda i łydki synchronizują się ze światem w bieganiu. Czuję się wtedy mądra. I silniejsza niż zwykle.

Miejska zieleń w Warszawie. Nie wiem, kto się nią zajmuje, czy to scentralizowany zespół w Ratuszu, czy pojedyncze osoby rozsypane po rozmaitych dzielnicach, ale widuję fioletowe tulipany zasadzone wzdłuż torów tramwajowych. Tu i ówdzie zaskakują i zachwycają kompozycje, w które ktoś włożył wrażliwość i czułość, przemyślane, wypieszczone, zupełnie nie jak reszta budzącej respekt, ale nie zawsze przyjaznej stolicy.

Niedawno byłam w kościele. Przytłoczyło mnie moje życie, przestraszył ogrom samotności, nie dawałam sobie rady ze sobą, z innymi, ze światem. Poszłam na rower i rower mi trochę ulżył w tym ciężarze, bo kluczyłam po okolicznych osiedlach, wjeżdżając w miejsca dotąd nieznane. Zawsze ciekawość koiła mi lęk, więc ciekawa byłam zaułków i zakrętów, cudzych jeszcze przed chwilą, a w momencie ich odkrycia także odrobinę moich. Przejechałam obok kościoła. Kościół nie zachęcał. Był majestatyczny, pomnik instytucji raczej niż miejsce skupienia. Wydał mi się brzydki, architektonicznie niespójny, ale to już mnie nawet nie bolało tak bardzo w duszę, bo przypomniało mi się, że kościoły są ciche, że można w środku poczuć się kojąco, sycąco samemu, że tempo tam zwalnia do człowieczej biologicznej normy, że rozwydrzonej, rozwrzeszczanej, rozhisteryzowanej, rozpędzonej technologii się tam nie wpuszcza, więc po ludzku, analogowo można być. Że zostawiono w nich miejsce na rozpacz, zwątpienie i specyficzny rodzaj izolacji wśród podobnych emocji innych ludzi. Jest się i się nie jest oddzielnym. Że można w nich czuć się, bezkarnie, zwyczajnym, pogubionym, nieporadnym, że można nie wiedzieć co dalej tak bardzo, że oddech zapiera, i że po to właśnie je zbudowano. Więc pchnęłam jedne ciężkie drewniane drzwi, ale były zamknięte. Drugie pchnęłam, nie ruszyły się. Trzecie. Czwarte, ostatnie, małe z boku ustąpiły wreszcie i weszłam w zapach kadzidła i chłodną wilgoć. W kościołach całe wieki radości i cierpień rozstępują się, rozpływają w atmosferze, która robi na nie miejsce. Na zewnątrz kościoła pędzimy, ścigamy się, uprawiamy seks i robimy biznesy, konstruujemy sobie mozolnie ścieżkę kariery, przeżywamy przygody i zawody. Zaskoczyło mnie jak bardzo poczułam się na miejscu wśród śpiewanych jękliwie litanii, w twardej ławce, pod niebotycznym sufitem, jak bardzo ukoiło mnie proste siedzenie w tej przestrzeni. Zrozumiałam, że zaniedbałam coś, że trzeba mi tego było jak powietrza, jak wody, jakiegoś zrównoważenia dla nawykowej nadwyżki aktywności i wysiłku, napięcia i starania, dążenia i kochania. Potrzebowałam się rozpuścić w czymś większym niż ja. Mam nadzieję, że inni wierni, być może bardziej przywiązani do świec i zdrowasiek, mszy i księdza-przewodnika, wybaczą moją ateistyczną wizytę. Gdzieś na fundamentalnie ludzkim poziomie chodzi nam przecież wszystkim o dokładnie to samo.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
sobota, 08 lipca 2017 15:07

Polecane wpisy

  • Mróweczka

    Skąd się wie, że się sobie w życiu wydeptało najlepszą z możliwych ścieżek? Jak mróweczka w starym lesie zagubiona, w labiryncie grzybów, patyków, suchych liści

  • Wiatr

    Mamo, przejdę się. Dokąd? Dookoła. Zawinięta ściśle w jasny ręcznik, jak w kokon, chuda śniada dziewczynka z kapiącymi strączkami włosów znikła zanim zdążyłam s

  • O polskich pisarzach

    "Filip Springer, Łukasz Orbitowski, and Joanna Bator are inheritors not only of the Cold War’s conflicts, but also of the accelerated westward push Poland