Kucharka Zen

Wpis

czwartek, 06 lipca 2017

Kac cukrowy

Ja wiem, że sama sobie to zrobiłam, ale byłoby mi o wiele łatwiej trzymać się myśli, że to jednak świat. Świat mi to zrobił. Twarz mi drętwieje, nogi mam ciężkie, oczy mnie szczypią, głowa mnie boli, cały organizm się na mnie denerwuje, że tak wyśrubowałam tempo równocześnie spuszczając ze standardu dbania o siebie. Ostatni tydzień był festiwalem wszelkiej maści musów czekoladowych oraz spektakularnego niewyspania. Teraz nie mogę wchodzić do sklepów spożywczych, bo kiedy zobaczę batonik, to mnie odrzuca. Od-rzu-ca. Ale z drugiej strony co innego z takim stresem zrobić? Wszystkim w pracy zebrało się przedurlopowo na trzęsionkę roboczą, turbodoładowanie im się włączyło i nagle trzy osoby dziennie zleca mi trzy całkiem nowe projekty na cito, nikt się z nikim ani ze mną tym bardziej nie konsultując. Interesujące. Czyja to wina więc? Moja? Świata?

Patrzę sobie wstecz na ostatnich piętnaście lat. Wahadło mojego światopoglądu przesadziło już w obie strony. Spróbowałam być narcystycznym, magicznym sprawcą, autorką nieograniczonego sukcesu. Spróbowałam też być bezwolną ofiarą, której zawsze ktoś coś robi, wynikiem okoliczności niesprzyjających i nieprzyjaznych warunków. Ani jedno, ani drugie nie sprawdziło się w pełni. Bycie ofiarą jest wdzięczne. Podobało mi się chyba bardziej niż nadodpowiedzialność i nieustające poczucie, że wszystko ode mnie zależy, więc wszystko jest też w razie porażki czy katastrofy moją własną i wyłączną winą. Podobało mi się zdjęcie z siebie ciężaru wyrzutów sumienia, porażki i wstydu. Że na pewno jakoś zawiniłam. Podobało mi się jasne przesunięcie w łańcuchu przyczyn i skutków ciężaru na zewnątrz. Zrozumienie, że podlegam wpływom i siłom, czy chcę, czy nie chcę. Że ludzie czasem wchodzą na głowę. Czasem krzywdzą. Czasem myślą tylko o sobie. Czasem w ogóle nie pomyślą.

Teraz sobie kombinuję, że to raczej czasami nieszczęśliwy przypadek, a czasami cudza zła wola, czasami system, a czasami nieporozumienie, bywa, że moje niedopatrzenie czy zaniedbanie, bywa że moja nadgorliwość.

A tymczasem uczę się, ciągle się uczę, nawigować w niekończącym się sztormie, znajdować wzorce w chaosie bodźców, ale nie przywiązywać się do nich nadto. Uczę się zakochiwać z pełnym zrozumieniem straty i bólu, której zalążek jest w każdym kochaniu. Uczę się rozczarowywać, zostawiać, porzucać, a jednocześnie zostawać, wytrzymywać, zachwycać.

Być bezradną. Być zaradną.

Być bez pomysłu. Być pomysłową.

Być realistką. Być optymistką.

Czuć nadzieję. Czuć beznadzieję i rozpacz.

Kto by pomyślał, że nie umiałam dotąd naprawdę czuć żadnej z tych rzeczy. Że moje życie stanowiło znieczulenie albo ucieczkę, przeczekiwanie albo otorbianie się złudzeniami.

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
czwartek, 06 lipca 2017 16:09

Polecane wpisy

  • Wszystko, co błyszczy

    W soboty oglądam "The Voice of Poland". Czasem się wpraszam do siostry, czasem do rodziców, czasami siedzę w domu i przyklejam się do laptopa z błyszczącymi lud

  • A z czego ty jesteś dumny?

    Ja mogę wam nawet powiedzieć czego się boję najbardziej. Zabawne, bo kiedy teraz o tym myślę, a szczególnie teraz, kiedy o tym zaczynam pisać, takie trochę śmie

  • Jest dokładnie tak, jak jest. A skoro tak jest, to może tak ma być?

    Klub Fitness Jestem nieumyta. Moje zimnoblond włosy sterczą tak, jak je ukształtowała w nocy poduszka. Na mojej koszulce naszyto kieszonkę. Z kieszonki wystaje