Kucharka Zen

Wpis

sobota, 27 stycznia 2018

Mówiłam, że w Polsce są męskie i damskie getta? A potem ludzie się kiszą w hermetycznych nuklearnych układach...

Nie mam więcej pytań. Rozmontował mnie ten artykuł:

http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22948839,zonaci-nie-maja-kobiet-przyjaciolek-felieton-mikoszewskiej.html

Tęsknię za przyjaźniami z facetami. Kumpli bym chciała mieć. Takich bez zobowiązania. Bez damsko-męskich podtekstów. Żeby sobie pobyć w mieszanym towarzystwie, gdzie się ludzie potrafią życzliwie sobą nawzajem interesować, bez wymuszania od razu na sobie nawzajem romantycznych klimatów. Poznać się trzeba najpierw. Obwąchać. Pobyć razem. Poniebyć razem. Zobaczyć w różnych sytuacjach. Tęsknię za siedzeniem w pubie i przyzwyczajaniem się do siebie na luzie, żartowaniem, dyskutowaniem, przekomarzaniem, mądrzeniem się, słuchaniem, zachwycaniem, bulwersowaniem, filozofowaniem. Tęsknię za knajpami, które pamiętam z Belgii i Anglii. Sąsiedzkimi, bezpretensjonalnymi piwiarniami, gdzie można było posiedzieć i pogwarzyć. W Warszawie mam wrażenie, że kiedy tylko wejdę do knajpy, od razu prostuję się na baczność i spinam pośladkami, jak gdyby należało się jakoś lepiej, bardziej zaprezentować (wszyscy tacy umalowani). Więc brakuje mi studenckiego kotłowania się z rówieśnikami obu płci i uczenia się o sobie nawzajem, niezmordowanego. Jakby mi ktoś amputował kończynę. Ostatni raz miałam kolegów na studiach właśnie, potem jeszcze przez chwilę w pracy, ale niewielu hetero, więc jednak czegoś trochę brakowało, a potem nagle miałam ponad trzydziestkę, zostałam dyrektorem tego, kierownikiem owego, pracoholikiem, opustoszało wokół mnie, bo inni ludzie się sparowali i zniknęli w biurach, w gettach rodzinnych i klikach przyjaciół tej samej płci, opustoszało.

Pamiętam jak mi ktoś powiedział, że niemożliwa jest przyjaźń między mężczyzną a kobietą. Nie zgadzam się z całego serca. Jest możliwa. Wręcz wskazana. Moim zdaniem konieczna, obowiąz-kurde-kowa. Jak to się dzieje, że nie ma w człowieku ciekawości rozmaitych ludzi - niezależnie od płci, wieku, zawodu, religii, upodobań? Jak to możliwe, że się tkwi w jednorodnym, przewidywalnym, wąskim zakresie międzyludzkim i nie wyje do różnorodności, do dowiadywania się, rozwijania, poszerzania perspektyw, spotkań pełnych zaskoczeń, dialogów kontrastowych? Do tego spokoju, który płynie z przynależności do kolorowej, niejednoznacznej, pełnej niespójności grupy homo sapiens, w której można więcej, w której ludzie nie zaganiają siebie nawzajem do nieciekawego, konwencjonalnego, pozbawionego żywotności i kreatywności peletonu.

Byłam dzisiaj na warsztatach WenDo - asertywności i samoobrony dla kobiet. Dziewczyny, które przyszły były bardzo różne. Jedna pracuje w budowlance, druga w pośredniaku, trzecia jest historykiem sztuki, czwarta opiekuje się dziećmi z przemocowych rodzin. Na początek zrobiłyśmy ćwiczenie zapoznawcze i w małych grupach szukałyśmy czegoś, co mamy ze sobą wspólnego. Okazało się, że wszystkie co do jednej uczestniczki warsztatów mają ciągoty do majsterkowania - naprawiania rowerów, zbijania skrzynek, rąbania drewna, grzebania w sprzętach domowych i w bebechach samochodów - że z kolegami i partnerami życiowymi dziewczyny odkrywają światy dotąd hermetycznie pozamykane, dostępne wyłącznie dla drugiej płci. No fajowo. 

Po warsztacie znalazłam na fejsbuku wpis koleżanki z Ukrainy/Brukseli, bardzo błyskotliwej politolożki-aktywistki. Opublikowała artykuł, który opisywał prześmiewczo doświadczenia randkowe pewnej kobiety. Przy kilkunastej monologicznej opowieści kolejnego potencjalnego chłopaka o tym samym, co wcześniej, zaczynało się robić wesoło. Za którymś razem, kiedy dziewczyna wróciła do domu śmiertelnie znudzona, zdała sobie sprawę, że te momenty śmiechu po pachy, to momenty kiedy ona przejęła pałeczkę i zaczęła opowiadać dowcipy. Że to ona była zabawna. Z moich kilkunastu internetowych randek przed wielu laty pamiętam takie męskie monologi na jeden temat i stuprocentowy brak pytań o mnie. Kusi, żeby powiedzieć, że to niegrzeczne. Ale może warto na to spojrzeć inaczej. Jeśli chłopcy nie mają sióstr ani regularnego bliskiego kontaktu z koleżankami, skąd mają wiedzieć, że kobiety posiadają podobną do nich w 97% psychikę (były badania, w razie czego pytajcie o źródła, to się pofatyguję i znajdę) i że też lubią wzbudzać zainteresowanie, szacunek, czasem zachwyt wręcz, lubią rozśmieszać lubią intrygować, lubią prowokować do myślenia. Lubią żywą, zaangażowaną, wzajemnie ciekawą interakcję. 

Przebywanie w getcie mężczyzn kończy się tak, jak mogłam zaobserwować parę tygodni temu w czasie wieczoru typu "otwarty mikrofon" dla tak zwanych stand-upperów, którzy chcieli przy publiczności przećwiczyć materiał. Gdyby którykolwiek z młodych chłopaków (nie występowały żadne dziewczyny) pofatygował się kiedykolwiek potraktować swoje kolejne narzeczone jak pełnoprawnych, wielowątkowych ludzi z mózgiem, gdyby uprawiali też przyjażnie i kumplowali się luźno z dziewczynami poza związkiem, być może uniknęlibyśmy sytuacji, w której każdy następujący po sobie komik opowiadał identyczne, po paru minutach nużące dowcipy o tym, że kobiet się nie da zrozumieć. Ależ da się.

Olśnił mnie ten artykuł pod linkiem powyższym. Zrozumiałam dlaczego moją dominującą refleksją po tym, jak mnie rzucił mój ostatni chłopak było takie oto przemyślenie, że gdyby przez następne pięć lat zaprzyjaźnił się platonicznie z kilkoma dziewczynami (mógłby zacząć od swojej szwagierki, matki, ciotki, kuzynki i od paru kumpelek, z którymi od dekady chodzi na imprezy, ale nadal wie o nich zero, bo z nimi właściwie nie gada, a jak gada to głównie o sobie), to może nie traktowałby mnie jak groźnego, potencjalnie zdradliwego, obcego ufo i może mielibyśmy się szansę dogadać. Szkoda mnie, oczywiście, bo po co ma boleć kochanie, skoro mogłoby wcale aż tak nie boleć. Ale jeszcze bardziej szkoda chłopaka.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
sobota, 27 stycznia 2018 18:30

Polecane wpisy

  • Czereśnie

    krzywerysunki.blox.pl

  • OPR: Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję...

    "Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję albo niską samoocenę, sprawdź najpierw czy aby nie otaczasz się dupkami." Cytat przypisywany na przemian Zygmuntowi Freud

  • Życie zapisane w ciele

    Początkowo mnie to martwiło. Ta cisza, która we mnie nastała, ta niechęć do zgiełku, to znużenie rozmowami. Wszystko, co dotąd sprawiało mi radość nagle wydało

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/03 21:04:02:

    Auu, nie mam dostępu do tego artykułu, jaka jest konkluzja?

    Mi jest bardzo przykro. Cieszyłam się ostatnio, że w końcu poznałam materiał na przyjaciela, który ma żonę(ją poznałam pierwszą i również z tego powodu sie cieszyłam), więc nareszcie druga strona nie będzie robiła problemów, niestety! Byłam na ustach wiele miesięcy, w końcu zaczęłam wyskakiwać z lodówki, wiadomo jak kobieta (i nie tylko kobieta) na to zareaguje. Wiem, że z jej strony na mój temat pojawiło się sporo ironicznych komentarzy, chociaż mieliśmy wielkie plany odnośnie tej znajomości, nawet mieli przenieść się do mojego miasta.
    Co do mężczyzn, i tutaj będę prezentować alternatywne względem Ciebie realia :) Znam głównie mężczyzn o mocnym rysie kobiecym, to świetni kompanii oraz niegroźne osobniki i oni również najlepiej czują się w damskim gronie. Niestety prawie w każdym przypadku to skończyło się uczuciem z ich strony, zupełnie bez szans na przyjaźń damsko-męską i zastanawiam się czy w moim przypadku to w ogóle możliwe; może powinnam udawać lesbijkę? Te doświadczenia nauczyły mnie, że przy mężczyznach nie mogę być całkowicie sobą, muszę sobie trochę umniejszać(szczególnie jeśli gdzieś obok jest kobieta), może nawet być kontrolowaną zołzą, bo nawet pospolita uprzejmość i zwykłe ludzkie zainteresowanie nimi, było interpretowane jako "znak". A ja tak bardzo pragnę być autentyczną i uczynić z tego podstawowy budulec, więc jeśli kimś się interesuję, chcę to robić z pełnym zaangażowaniem, nie będąc przy tym posądzona o ukryte plany; sympatia, po prostu sympatia.
    Widzę, że większości ludzi brakuje równowagi - 'moim' chłopakom brakuje znajomych wśród własnej płci, dziewczynom, które-jeśli już- spotykam znajomych własnej płci, aczkolwiek one mają tę potrzebę i są na to otwarte. Szkoda tylko, że wszystko się z czasem pieprzy - jakkolwiek ale pieprzy : )

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/04 09:34:41:

    No to najpierw cytat z artykułu:

    "Spytałam kolegę (który przedstawił się jako konserwatysta), czy ma jakieś przyjaciółki, w sensie przyjaciół rodzaju żeńskiego, z którymi może tak właśnie się napić i rozmawiać o rzeczach. Nie ma. Dlaczego?

    Kumpel zaciął się i po chwili odrzekł, że to dlatego, że ma żonę i wiesz, to by była taka sytuacja, rozumiesz, dwuznaczna. Rozmowa pobiegła dalej.

    Wróciliśmy do domów, a ja zostałam z przerażającym wnioskiem.

    Czy to oznacza, że heteroseksualni przedstawiciele połowy społeczeństwa, jeśli mają szczęście w życiu, znają jedną kobietę? Tę, która została ich żoną? Być może poznali kilka dziewczyn wcześniej, być może z nimi rozmawiali, być może coś z tego zapamiętali, ale po ślubie koniec z koleżeństwem i przyjaźnią?

    Mam kilka pomysłów na to, dlaczego tak się dzieje, ale o tym kiedy indziej, bo teraz muszę przepracować dwa pytania.

    To skąd oni mają wiedzieć, jak bardzo kobiety są różnorodne, jakie mają opinie, przemyślenia, przeżycia, potrzeby, pomysły jak bardzo kobiety są ludźmi?

    To czego jeszcze nie wiedzą?"

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/04 10:41:11:

    Trochę mi smutno, kiedy czytam Twój komentarz, bo mam wrażenie, że to nienajlepszy dla Ciebie moment przyjaźniowo. Zwłaszcza ta historia z zaprzyjaźnioną parą, która przestała być zaprzyjaźniona. Czy dobrze rozumiem (na przykład kiedy piszesz, że zaczęłaś wyskakiwać z lodówki), że żona zaczęła być zazdrosna, a mąż dla świętego spokoju Cię odciął? To brzmi bardzo zero-jedynkowo. W sensie, że ciepło i zainteresowanie i uwaga są tak deficytowe, że trzeba je sobie nawzajem wyszarpywać. Może zresztą w Polsce tak trochę jest. Nie wiem, czym się wszyscy zajmujemy zamiast relacji. Jakimiś wierutnymi bzdurami, ale za to jak intensywnie!

    Nie żebym ja pisała z jakiegoś szczególnie dobrego miejsca, bo w ostatnich latach mam wrażenie, że spłyciłam większość swoich przyjaźni do statusu rzadkiego i luźnego towarzyskiego kontaktu bez zobowiązań, co ma tyle samo wad, co zalet. Nie ma dramatów, to na pewno. Poszłam pewnie w ilość - mam w rozmaitych miejscach dużo życzliwych znajomych - a nie w jakość - w razie kryzysu o drugiej nad ranem zadzwoniłabym w pierwszej kolejności do swojej rodziny. Potem ewentualnie do jednej z trzech serdeczniejszych koleżanek.

    Kiedy czytam o Twoich chłopakach - o tym, że wielu osobom brakuje równowagi, albo mają yin albo mają yang, o tym, że jest jakiś taki dziwny mechanizm, że trzeba się opowiedzieć po stronie jednej płci, jakby dożywotnio wybrać, z kim się bardziej będziesz przyjaźnić - to mi się takie przedszkolne wydaje. Chłopaki na zewnątrz, grają w piłkę, uczą się swoich ciał i ruchu i walczenia o przestrzeń i rywalizacji. Dziewczyny w kąciku, nieruchome nad jakąś lalką z plastikową zastawą stołową, cała aktywność dzieje się w wyobraźni albo w słowach - wyobrażają sobie dom i go odgrywają. Obu stronom czegoś dojmująco brakuje.

    Jestem ciekawa jak to jest - tak od środka - być jednym z tych 'Twoich' chłopaków. Którzy lojalność obstawili po drugiej stronie barykady. Czy to jest akt odwagi? Bo narażają się na oskarżenia, że są miękkimi pałami, ciotami, zniewieściałymi pantoflami. To jakby ich ktoś symbolicznie wykastrował. Czy to jest o braku ważnych facetów w ich życiu, więc idą do kobiet, bo tylko kobiety znają? Czy to jest o krzywdzie doznanej od mężczyzn, więc podziw i miłość budzą tylko kobiety?

    Strasznie mi smutno, że mamy kulturę "na jedną nóżkę". Że trzeba wybierać, którą połówką siebie będzie się bardziej. I amputować sobie drugą. Albo ją uciszać aż sama obumrze.

    Może trzeba założyć szkołę dialogu? Takie miejsce, gdzie wszyscy uczymy się ciekawości innych wewnętrznych światów? Żeby ich się nie bać, nie uciekać od nich, nie demonizować, nie wpadać w dynamikę zły-dobry albo krzywdzący-skrzywdzony?

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 14:48:11:

    Muszę trochę sprostować, to nie była tak wielka miłość, że aż zawiodło Nas do planów mieszkania w jednym mieście, ja byłam kolejnym argumentem 'za' i wszyscy się z tego cieszyliśmy ; -) Tak naprawdę znajomość jest w fazie cichej, nie zostały wypowiedziane na głos żadne słowa palące most. Mamy też za sobą dość nieudany wypad, ale dobrze, bo poznaliśmy się dzięki temu lepiej. Tajemnicą poliszynela jest, że duży wpływ na rozwój wypadków miała druga osoba. Ostrzegałam go już na długo wcześniej, że musi się przymknąć i przestać o mnie pleść, bo to się źle skończy; bawiło go to : ) Dodam, że oni spędzają niemalże 24 godziny w jednym pomieszczeniu, więc wiadomo było do kogo klepie sie smsiki. Doszły również różnorodne legendy na mój temat, dzień w dzień o mnie rozprawiano, a czego nie było wiadomo - można było sobie dopowiedzieć. Moje ego nie karmi się własną-szczególnie wyimaginowaną- niezwykłością, więc i tutaj ingerowałam prosząc, aby mnie nie zmyślać. W każdym razie, moje uczucia też trochę się wypaliły, przy okazji okazało się że mamy inne upodobania towarzyskie - ja jestem introwertykiem i chociaż mam ekstrawertyczny rys i bywam duszą towarzystwa, potrzebuję dużo przestrzeni dla siebie i tą przestrzenią obdarowuję innych. Oni zaś lubią planszówki i spędzanie 100% czasu razem, dwa różne profile. Chyba oboje zaczęliśmy szukać w sobie rysek : ) Myślę, że będzie to do nadrobienia jeśli będą bliżej, ale wirtualnie zrobiło się szkodliwe. Z nim miałam zdecydowanie lepszy kontakt, lubiliśmy wymieniać się pierdółkami, których ona nie lubiła, a jednak oczekiwano ode mnie, abym obskakiwała oboje, bo ją poznałam pierwszą i to źle wygląda gdy pisze tylko z nim. Autentyczność, co? W końcu powiedziałam, że mi to nie pasuje i nie będę sztucznie nadrabiać, skoro obie nie mamy potrzeby i wirtualny kontakt Nam nie służy.
    Chyba znowu przedstawię świat alternatywny - zdecydowanie stawiam na jakość i mam co najmniej dwie osoby, które zawsze będę moim pogotowiem; nie muszę dodawać jakiej płci : ) Teraz mi brakuje osób do zwykłej, luźnej, życzliwej wymiany uprzejmości, bez większych oczekiwań. Tak naprawdę dopiero widzę potencjał, problemy osobiste sprawiły, że parę lat unikałam kontaktu nawet ze swoimi dobrymi znajomymi, nie umiałam się tym cieszyć. Teraz mam już na horyzoncie fajne dziewczyny i jest kwestią czasu, aby pogłębimy swoją znajomość, ale nie liczę na głębsze relacje z mężczyznami i bardzo nad tym ubolewam.
    Obserwacje mam takie: większość moich chłopaków nie tyle celowo zagospodarowuje jedną strefę towarzyską, a z premedytacją pomija drugą, ale to wynika z braku materiału na znajomych. Chyba wszyscy jesteśmy dość niecodzienni, ja szukam ludzi o mentalności proamerykańskiej - nieważne jak wyglądasz, kim jesteś i co myślisz, rób swoje, pod warunkiem, że innym nie szkodzisz. Błyskawicznie tępię polską małostkowośc i zawiść, a siłą rzeczy jestem na nią narażona, bo wyróżniam się chociażby poglądami; taki tam obrońca uciskanych. Czasem też energią - coś co cenią sobie mężczyźni, gorzej z kobietami, szczególnie niepewnymi siebie.
    Wydaje mi się też, że otoczenie w jakim się otaczam nic nie robi sobie z ewentualnych przytyków, zatem nazywanie kogoś cipką nie robiłoby większego wrażenia, chociaż to wrażliwi ludzie. Nie sądzę jednak, aby zostały stworzone warunki do podobnego zajścia, jakby trzymamy się z dala od toksycznych ludzi, chociaż ja lubię włożyć kij w mrowisko i zawsze się w coś wplączę, taki już ze mnie samozwańczy rzecznik. Może też ja się zwyczajnie starzeję? Bardziej skupiam się na próbie zmiany świata, nawet jeśli to walka z wiatrakami; ludzi widzę jako azyl do którego mogę od czasu do czasu zajechać, byle nie za czesto. Najlepiej czuję się pomagając lub rozprawiając o dupci maryni dla relaksu. To ograniczanie kontaktów jest wyborem, ale moim wyborem nie jest faworyzowanie jednej płci i myślę, że to podobnie wygląda u innych. Rozumiem nawet dlaczego moje chłopaki gustuja w kobietach - są to ludzie delikatni o kobiecej naturze, rzeczywiście narażaliby się na ostracyzm w męskim towarzystwie, ale i nie mieliby czego tam szukać.

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 14:56:33:

    Szukamy osób, które zaspokajają nasze potrzeby, kwestia jakie ma się potrzeby; ja jestem typowa zosia samosia, jedyne czego chcę, aby inni dali mi żyć, bo ja daję żyć innym. Faktycznie jednak te sytuacje kiedy trzeba wybrać mają miejsce i coś mi się wydaje, że w znacznej większości sa prowokowane przez kobiety, w tym świecie bywa bezlitośnie, zdecydowanie więcej mam do zarzucenia własnej płci i nie rozumiem dlaczego dziewczyny nie potrafią się solidarnie wspierać. Coraz o tym głośniej w świecie blogerskim, tu i ówdzie słychać nawoływania, ale nadal problem istnieje, szczują się te baby wzajemnie. Twoja doświadczenia chyba są inne? ; ) Może mi zwyczajnie pisany jest dużo starszy rocznik? Mój towarzysz też jest dużo, dużo starszy, to dla mnie w pełni naturalne, ale da się zauważyć, że troszkę dziecinniejemy, więc jeszcze wszystko przed Nami, jeszcze wszyscy przed Nami : )

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 15:07:33:

    Wiesz, ja tak naprawdę nie wiem co chciałam napisać, to taki temat z wieloma rozgałęzieniami i 'ale'; czekam aż ludzkość osiągnie taki stopień rozwoju, że będziemy się wymieniać informacjami telepatycznie, jakie to byłoby zbawienne! Telepatycznie wychwytywać kto myśli, żeś bałwan :)

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/05 17:06:59:

    No, to trochę piękne i trochę straszne z tą telepatią by było :) Na razie zostaje pisanie... Ja to akurat lubię. Wylewa się ze mnie prawie bez mojego udziału, jak oddychanie.
    Jeśli chodzi o moje doświadczenia z kobietami, to mam mieszane. Najlojalniejsze osoby w moim świecie to chyba jednak kobiety. Chociaż pytanie za jaką cenę. Najbezlitośniejsze to też kobiety. Faceci byli po prostu skrajnie samolubni i nieświadomi pobojowiska, jakie powodowali. A niektórzy byli przestraszeni i słabi. Lojalni być może głównie z niesamodzielności życiowej. Moja mama i babcia nauczyły mnie tego pierwszego typu unikać, a drugim pogardzać, więc nie zostało mi za wiele damsko-męskiego ruchu.
    Natomiast zaczynam dorastać do tego, że wszyscy bywamy na różne sposoby podli, ja też, więc życie i tak będzie fascynującą interpersonalną katastrofą. I to niczyja wina.
    Tylko szkoda, że boli. A jak boli to się robi bardzo głupie głupoty. Sobie i innym. Albo się drewnieje, drętwieje w środku.

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 17:13:57:

    Hah...Niesamowite jak ten temat podstępnie zawładnął dzisiaj moim dniem...:) Z początku siedział w kącie, aż zaczął wychylać głowę, no to co zrobić? No pogłaskać skurczybyka....;) A pomyśleć, że rozpoczęłam od pomysłu odrąbania tej głowy, jak to wszystko się zmienia, istne szaleństwo...
    Jak jest u Ciebie? Relaksujesz się odpowiednio dużo? A może emotional rollercoaster? ;-) Ostatnio mam jobla na punkcie podobnych tworów, www.youtube.com/watch?v=xRprw9kvPns&t=32s

    Patrzenie na to też jest trochę zwariowane, nie? Albo trochę bardzo zwariowane, niedługo będziemy wirtualnie jeść, co za wygoda! Klimaty pozaziemskie (dosłownie) www.youtube.com/watch?v=gakD4sKVABI

    Chciałabym w tej chwili zapytać Cię o różne rzeczy, ale mam problem nawet z napisaniem o co dokładnie... To wpis pod znakiem trzech kropek, powinni tego zabronić, ale nie zabronili... Nie zabronili, więc jestem 8) .




  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 17:18:51:

    Wspaniale to opisałaś, czuje jak sens wypełnia moje serduszko <3 I nie tylko, ale nie będę się już dzisiaj wić.

    Ja stawiam na fascynującą i interpersonalną, na razie bez tragedii, ale nic straconego, tragedyjka sama się znajdzie, nie mam żadnej wątpliwości! :)

  • Gość adaa napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2018/02/05 17:28:07:

    I pierdolę te uśmieszki -> : ) przepraszam za wulgar, ale ostatnio tak bardzo brakuje mi odpowiednich emotów :( Źle ze mną, bardzo źle, kto mnie pocieszy, realia chcą mnie zjeść..hłe hłe
    Chciałam tylko napisać, że u kucharki znowu mnie pobudziło do myślenia, dla kogo punkt? ^^

  • zdrowiej napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/05 21:33:50:

    Hehe, emotikony! Brzydkie wulgarne słowa! Dzieje się na moim blogu, dzieje! No a dla Ciebie na pewno punkt za kominek i dźwięki pozaziemskie. Superancka sprawa. Mam stuprocentowego lutowego doła, masywnego i rozkładającego na łopatki, nie pomaga nawet siłownia, więc kominek będzie dziś wieczorem grany, a że odgłosy kosmosu są po prostu w punkcior, to je sobie w pracy jutro w tle zapuszczę, zażyję ziółka na uspokojenie i może jakoś się przez luty przeczołgam. Co będzie częściowo Twoją zasługą.

Dodaj komentarz