Kucharka Zen

Wpis

środa, 14 lutego 2018

Kim są kobiety

Zaczęło się niewinnie. Zeszłam w pracy na parter, do recepcji, żeby odebrać jakąś przesyłkę. Zaczęliśmy jak zwykle wymieniać życzliwości - recepcjonistka, ochroniarz i ja. Że pogoda, że zimno, co mamy do jedzenia na obiad. Ponieważ zamawiam czasem dietę pudełkową, ochroniarz zapytał, czy dzisiaj przyjdzie torba z jedzeniem. Ja że nie, on mi na to, że jeśli żona mu kiedyś ugotuje za dużo zupy grzybowej, to on poczęstuje. Na to ja (z kiełkującym dysonansem poznawczym), że to wzruszające i że bardzo dziękuję. I - ponieważ nie mogłam się powstrzymać - że też bym chciała żonę.

- Oj tak, żona by mi się przydała - rozmarzyła się solidarnie recepcjonistka.

- A po co paniom by była żona? - zapytał autentycznie zaskoczony ochroniarz.

- No powiem panu, że ja też bym doceniła żeby mi ktoś w ciepłym, czystym, zadbanym domu czekał po pracy z zupą. Albo jeszcze robił zupę na obiad do roboty. - wyjaśniłam ochroniarzowi.

- A co to za sztuka zupę ugotować?! - obruszył się. Nagle wiedziałam, w czym tkwi problem. Koleżanka z recepcji dostała szczękościsku i coś wybulgotała przez zęby, a ja uśmiechnęłam się. Życzliwie, bez cienia złości.

- Pan nie gotuje, prawda? Nigdy pan nie gotował zupy? - zapytałam zaciekawiona i przekonana, że trafiłam w dziesiątkę.

- Nie. Ale co to za filozofia? Wrzuca się coś do garnka i już.

Koleżanka nie wytrzymała.

- Ale wie pan, że zanim się wrzuci to coś do garnka, to pół dnia zajmują zakupy mięsa i warzyw, mycie, obieranie, skubanie, skrobanie, siekanie, krojenie, odszumowywanie, mieszanie, nakrywanie do stołu, zbieranie ze stołu, a potem szorowanie garnków i talerzy. Dlatego ja po prostu zup nie gotuję u siebie w domu. Bo musiałabym rzucić pracę i nic innego nie robić.

Ochroniarz popatrzył na nią jak na wariatkę.

- No bo to nienaturalne, że kobiety pracują. - objaśnił nam świat. - Bóg stworzył kobiety żeby zajmowały się domem.

Gdybym miała precyzyjnie opisać moją wewnętrzną reakcję w tamtej chwili, powiedziałabym pewnie, że zawrzał mi w trzewiach jakiś kwas i bulgocząc się podniósł gwałtownie w stronę przełyku. Mogło tak nawet dosłownie się zdarzyć.

- Zresztą, - dodał z refleksem, jakby chciał uspokoić mój refluks i rozluźnić nasze stężałe twarze. - kto tak naprawdę lubi pracować?

- Ja. Czasem lubię, czasem nie lubię. Ale generalnie lubię.

- I ja.

- Poza tym, - dorzuciłam - nie wyobrażam sobie żebym miała cały dzień siedzieć sama w domu, robić nudne i powtarzalne rzeczy, których nikt nie docenia i kontakt z ludźmi ograniczyć do tego, że kupuję od nich korpus kurczaka albo włoszczyznę. A potem mi jeszcze ktoś, jak kiedyś mój niegotujący szwagier siostrze, przyjdzie do domu i zacznie kręcić nosem, że on takiej zupy nie lubi albo że już drugi dzień z rzędu jest to samo. Królewicz.

- Tak jak mówię, - nasz dyskutant przyjął strategię zdartej płyty. - kobiety najlepiej nadają się do prac domowych, mężczyźni do cięższych obowiązków. Tylko takie czasy, że i jedni i drudzy muszą pracować.

- A pana żona pracuje?

- Pracuje.

- A lubi swoją pracę?

Zgłupiał.

- Nie wiem.

- A gotować lubi?

Zgłupiał.

- Nie wiem.

Miałam wrażenie, że sam usłyszał stężenie absurdu, w którym się zagrzebaliśmy.

- A wie pan, - przypomniało mi się coś. - jak sobie myślę o wsi, na której się wychowywałam, u babci i dziadka, to tam wszyscy harowali. Nie było takiego dziwnego podziału jak w mieście, że facet ma jeden etat, a kobieta przynajmniej dwa - pracowy i domowy, czyszcząco-opiekuńczo-zupowy. Tam było tyle roboty, że od rana do wieczora cała rodzina zasuwała.

- No tak, ale na pewno pani babcia zajmowała się gotowaniem i domem, a dziadek szedł do cięższych fizycznych prac, zgodnie z naturą.

- No właśnie nie. Dziadek był słabowity, ciężko przeszedł gruźlicę w młodości i nie wszystko mógł robić. Babcia była silniejsza fizycznie. Więc dziadek na przykład zajmował się zakupami i woził rozmaite rzeczy samochodem, a babcia kopała, nosiła, pieliła, rąbała drewno.

- No ale inni ludzie na tej samej wsi już żyli zgodnie z naturą.

- Ja wiem? Tam było masę alkoholików, mężczyzn na rentach inwalidzkich albo z depresją, więc pamiętam, że niekoniecznie. Ludzie się dzielili robotą tak, jak się sensownie dało w ich konkretnej sytuacji.

- Tak jak mówię, - ochroniarz nie ustępował, a ja miałam deja vu - kobiety najlepiej nadają się do prac domowych, mężczyźni do cięższych obowiązków. Tak Bóg chciał. Do tego nas powołał.

- A jak pan patrzy na mnie i na koleżankę tutaj i słyszy, że my lubimy pracować a nie lubimy po pracy mieć dodatkowego zupowego etatu, to my się zaliczamy do tych kobiet, o których pan mówi? Czy nie zaliczamy? Bo nie wiem czy pan ma na myśli 99 procent kobiet oprócz nas, czy nas też, ale w takim razie nie powinno nas tu być. Czy ja jestem kobietą według pana definicji?

Uśmiechnął się szelmowsko. Wiedziałam jaki będzie za chwilę żarcik.

- No na pierwszy rzut oka chyba jest pani kobietą. Ale nie wiem na pewno.

- Dobra, nie wchodźmy w ten temat, bo za sekundę będzie nieprzyjemnie.

- A w ogóle co pani tak poważnie te sprawy traktuje. - tylko czekałam na oskarżenie, że nie mam poczucia humoru.

- A wie pan, że mnie ten temat bezpośrednio dotyczy? Gdyby wszystkie kobiety zamknąć w domach i kazać im gotować, to dla pana czysty zysk, bo zupy będzie więcej i lepsza i na wykrochmalonym obrusie podana. A dla mnie to by oznaczało rodzaj więzienia. Bo ktoś by mnie zmuszał do robienia rzeczy, których nie cierpię, a zabraniał rzeczy, które kocham, tylko po to, żeby jemu było przyjemniej. Rozmawiamy o moim życiu, o tym jak ma wyglądać, czy ma być do zniesienia czy nie do zniesienia. Jak na mój gust, to bardzo, ale to bardzo poważny temat.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
środa, 14 lutego 2018 11:56

Polecane wpisy

  • Leśmian na wtorek

    "Nocą umówioną, nocą ociemniałą Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało. Przyszło potajemnie — w cudnej bezżałobie, — Było mu na imię tak s

  • Komedie romantyczne

    Pytanie mam. Bo nie wiem. Wczoraj oglądałam komedię romantyczną. Niezwykle zresztą uroczą, bo bohaterka była inteligentna, utalentowana, samodzielna, społecznie

  • Sabotaż

    Ela nigdy nie była swoja własna. Zawsze należała do kogoś innego. Dlatego teraz tak nienawidziła tej kobiety w japońskich kurteczkach i połyskliwych sukienkach,