Kucharka Zen

Wpis

środa, 30 maja 2018

Życie zapisane w ciele

Początkowo mnie to martwiło. Ta cisza, która we mnie nastała, ta niechęć do zgiełku, to znużenie rozmowami. Wszystko, co dotąd sprawiało mi radość nagle wydało mi się śmiertelnie męczące i zabójczo nudne. A przecież ja uwielbiałam gadać. Wiecie ile ja lat z lubością przekonwersowałam? Czy to były zmarnowane lata? Czy może istnieje limit gadania i ja swój - tak jak limit klubowego imprezowania i limit picia alkoholu i limit żywienia się kanapkami, drożdżówkami oraz kawą - i ja swój limit z powodzeniem zaliczyłam, a teraz pora milczeć? Pora przyglądać się, słuchać, chodzić i robić i tworzyć i kochać, ale już nie gadać? Gadać tylko wtedy, kiedy coś istotnego należy uzgodnić, coś wyjaśnić, komuś ulżyć, coś dla kogoś pilnie nazwać i określić, zdefiniować i wypowiedzieć, bo inaczej się nie da. Ale na co dzień obserwować, przeżywać, doświadczać, czuć. 

Moje dotychczasowe życie utkane było ze słów, ze spotkań z innymi, podczas których to spotkań padało bardzo dużo rzeczowników i czasowników i przymiotników, znaki przestankowe i raz na jakiś czas strategiczny przysłówek. Wymiana informacji, społeczne głaski, ustalanie hierarchii, zabieganie o podziw albo szacunek. Słowa były moim pośrednikiem, pośrednikiem między jakimś takim chaotycznym, jasno-mrocznym trzonem mnie, czującą i żyjącą esencją tego, czym jestem, a burdelem świata, który atakował wszystkie nienawykłe do takiej wielości i złożoności bodźców zmysły. Zanim porządnie oswoiłam jakąkolwiek nową sytuację, kupowałam sobie trzy książki na jej temat i w ten sposób uczyłam się nadawać jej strukturę, tak zapoznawałam się z niesionymi przez nią możliwymi szansami i zagrożeniami, w ten sposób konstruowałam sobie kokon bezpieczeństwa, który pozwoliłby mi raźniej wkroczyć w kolejny etap oswajania, etap konsultacji z innymi ludźmi, którzy z kolei opowiadali mi o tej samej nowej sytuacji (wszystko jedno - o nowej pracy, nowej dzielnicy, do której się przeprowadziłam, nowym stanie cywilnym, nowym statusie właścicielki psa albo osoby wynajmującej komuś mieszkanie czy też właścicielki firmy). Druga warstwa mojego ochronnego kokonu składała się więc z cudzych słów. Słowo po słowie po słowie po słowie inni wskazywali mi na co uważać, a w co się angażować, dokąd iść i kogo unikać. Nie zawsze przychodziło mi nawet do głowy weryfikowanie tych punktów widzenia. Inaczej przecież musiałabym się całkiem bez przygotowania rzucić na głęboką i rwącą wodę przeraźliwie nieocenzurowanej, niezorganizowanej zupy zwanej rzeczywistością. Gdyby nie przygotowały mnie na nią cudze słowa, stawałabym twarzą w twarz z nieokreślonością, nieogarnialnością wszechświata. Przerosłoby mnie to. Przygniotło. Przytłoczyło. Wolałam nie mieć swojego własnego światopoglądu, wolałam wypożyczać sobie cudze oglądy kosmosu i mieszkać w nich jak w tymczasowych domach, jak w wynajmowanych mieszkaniach. Okej, mieszkania do wynajęcia urządzane są w czyimś innym guście i według obcej mi logiki, przyoszczędza się też w nich na tym i owym - sypiałam więc na nierównych materacach i walczyłam regularnie z suwanymi drzwiami, które wypadały z szyn, z wypaczonymi oknami, z przegniłymi blatami kuchennymi, ale przynajmniej. Przynajmniej w ten sposób nie musiałam nigdy przeżywać własnego autentycznego, wszechogarniającego przerażenia intensywnością i skomplikowanością życia.

Przewińmy szybciutko cztery lata terapii i już regularnie staję zagubiona na rozmaitych skrzyżowaniach i oszołamiają mnie ciągle jakieś chaosy. Tyle że przynajmniej moje życie jest moje. Moje rozedrganie własne, nie cudze. Przynajmniej wiem, co przeżyłam, a co jest tylko zdradliwym choć trafnym słowem z drugiej ręki.

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
środa, 30 maja 2018 16:33

Polecane wpisy

  • Leśmian na wtorek

    "Nocą umówioną, nocą ociemniałą Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało. Przyszło potajemnie — w cudnej bezżałobie, — Było mu na imię tak s

  • Komedie romantyczne

    Pytanie mam. Bo nie wiem. Wczoraj oglądałam komedię romantyczną. Niezwykle zresztą uroczą, bo bohaterka była inteligentna, utalentowana, samodzielna, społecznie

  • Sabotaż

    Ela nigdy nie była swoja własna. Zawsze należała do kogoś innego. Dlatego teraz tak nienawidziła tej kobiety w japońskich kurteczkach i połyskliwych sukienkach,