Kucharka Zen

Wpis

niedziela, 03 czerwca 2018

OPR: Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję...

"Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję albo niską samoocenę, sprawdź najpierw czy aby nie otaczasz się dupkami." Cytat przypisywany na przemian Zygmuntowi Freudowi i Williamowi Gibsonowi, ale w rzeczywistości stworzony przez osobę o nicku @debihope na Twitterze.

Przebłysnęło i znikło, ale wróci. Przebłysnęło, zarejestrowałam to, odrobina nadziei, krótkie spięcie neuronów o podnoszącej na duchu treści, wgląd w przyczyny mojego wieloletniego przygnębienia. Nadzieja, nadzieja, nadzieja. Bo, widzicie, ja po prostu nie chciałam tak dalej żyć. Żyć chciałam jak najbardziej, oddychać, chodzić, myśleć, czytać, gotować, jeść, rozmawiać, śmiać się, bawić, tańczyć, pracować, osiągać, obserwować, spać i śnić, marzyć, robić postępy, być. Bardzo chciałam. Tylko nie na trajektorii, którą zaprogramowałam lata temu, nie na ścieżce, którą podążałam od dekad. Nieaktualnej, ponad siły męczącej i w gruncie rzeczy straszliwej. Nie chciałam się dręczyć, poświęcać, wytrzymywać bez przyjemności, nie chciałam znosić cierpliwie, odraczać, ustępować i rezygnować. Nie chciałam przełykać rozczarowań, bo przecież kiedyś ktoś, a tak naprawdę nigdy nikt. Już tłumaczę, o co chodzi.

Cała rzecz złożyła mi się do kupy dziś rano. Poszłam na swoje ulubione zajęcia Fat Burning. Nie było zbyt dużo dziewczyn, ale jakoś ciasno się zrobiło, bo nie ustawiłyśmy się na sali racjonalnie. Ktoś dyszał mi w same plecy, tuż przede mną i obok mnie tłum dziewczyn, tak jakby nie patrzyły wokół, jakby uznały, że ktoś inny ustąpi. Uznałam swoje prawo do strefy komfortu i poprosiłam dziewczynę skaczącą tuż za mną, żeby się przesunęła do tyłu. Naprawdę przesadziła z bliskością (jak ci ludzie, którzy stoją tuż za wami w kolejce do kasy w supermarkecie, wjeżdżają wam w tyłek swoim koszykiem, zaglądają przez ramię w listę zakupów, ignorują kulturową przestrzeń osobistą, która większości ludzi wydaje się oczywista). Dziewczyna popatrzyła na mnie wilkiem. No tak, opierdzieliłam ją, więc jestem zła. Ale wycofała się nieco, żeby po pięciu minutach znów ziać mi do ucha. 

Nie powinnam narzekać. Ostatnio do pustego autobusu wtoczyła się pani, która od razu z pretensją kazała mi usunąć swoje liczne tobołki z siedzenia obok, bo właśnie ten fotel sobie upatrzyła. Zebrałam koc, plecak, torbę i łubiankę pełną truskawek w piętrową wieżę na kolanach i pod nogami, ale zapytałam, czy nie byłoby dla niej problemem spróbować jednak usiąść gdzieś indziej (cały cholerny puściutki autobus, klimatyzacja i luksus). Rzuciła z goryczą i pogardą (nie domyśliłaś się, suko), że ma kłopoty z chodzeniem i nie będzie piąć się na schodek, czego by wymagało zajęcie większości pozostałych wolnych miejsc. Rozumiem kłopoty z chodzeniem, ale powiedziałam pani, że nie znam jej i nie potrafię zdiagnozować jej przypadłości z samego pierwszego wejrzenia, po czym przewidzieć, że się zeźli na mnie, bo telepatycznie nie spełniłam jej potrzeb zanim nawet wsunęła stopę z przystanku do pojazdu.

Znam te pretensje. Te milczące przepychanki. To oczekiwanie, że rozstąpi się przede mną tłum i umożliwi mi bezbolesne, bezwysiłkowe życie. Znam tę nadzieję, że moja delikatność, czujność na innych i ich potrzeby, moje ustępowanie, schodzenie z drogi, czytanie między wierszami, że to zaprocentuje i świat mi się odwdzięczy tym samym (dupa). W siłowni to mnie zalała pretensja, że dziewczyny, tak jak się to na ogół dzieje z dziewczynami w przestrzeni publicznej, nie rozsunęły się same i nie zrobiły mi miejsca. Może nie mam prawa tego milcząco wymagać, ale mam prawo zwerbalizować swoją potrzebę komfortowej przestrzeni i poprosić grzecznie o umożliwienie mi ćwiczenia bez ryzyka, że komuś niechcący wybiję zęby albo ktoś zrobi to mnie. Tak zrobiłam. Grzecznie. Spokojnie. Bez gierek i manipulacji. Dostałam za to wzrokiem pełnym nienawiści. Ten sam wzrok chciałam zafundować pani w autobusie, ale uznałam, że mam lepsze sposoby spożytkowania swojej energii, uznałam też, że to może taka karma, za wszystkie lata, kiedy zachowywałam się podobnie do pani, kiedy nie rozróżniałam własnych wewnętrznych stanów od otoczenia, kiedy od świata zewnętrznego żądałam skonfigorowania się tak, żeby to mnie było wygodnie. Z pretensją i goryczą, bo ja się tak mocno poświęcam. Ale.

Ale to i tak przedziwna sprawa, to takie wybuchanie w przypadkowych momentach, wobec osób, które nie stanowią przesadnego zagrożenia, opierniczanie się nawzajem przez baby wściekłe, że je ciągle ktoś opiernicza, te kobiety w średnim i starszym wieku, z narosłą latami pretensją do świata, który z kolei do nich miał ciągle pretensję. To dziwna sprawa kiedy tak się nam wszystkim w głowie pomiesza, tak się wokół naszych prostych, zwyczajnych potrzeb zrobi skomplikowany, wielopiętrowy bałagan, że nie potrafimy powiedzieć wprost, tylko się uciekamy do opierdzielu.

Bo opierdziel to bohater mojego dzisiejszego wpisu. Przedwczoraj opierdzieliła mnie pani w 195, dziś rano ja opierdzieliłam dziewczynę na siłowni. Kiedy w zeszłym tygodniu poprosiłam panią z parteru żeby nie kosiła kosiarką ogródka w niedzielę, bo ja tylko niedzielne popołudnie mam na odpoczynek, wściekła się i wyrzuciła z siebie pretensję, że ona nie ma kiedy kosić, a ja jej w życiu przeszkadzam. Moje potrzeby kontra twoje potrzeby i najtrudniej, najtrudniej, najtrudniej powiedzieć coś wprost i bez agresji.

Nie mam nawet siły wchodzić w temat systematycznego i systemowego ignorowania kobiecych potrzeb. Ostatnio BBC opublikowało artykuł, w którym opisało zbiorczo kilka różnych badań. Według tych badań kobiety, które idą do lekarza z niejednoznacznymi objawami diagnozowane są wolniej i dłużej od mężczyzn. W przypadku niektórych chorób to różnica kilku miesięcy. W przypadku innych - całe lata (diagnozy chronicznych, autoimmunologicznych chorób potrafią zająć 6 lat dla panów i 12 dla pań). Niektóre kobiety nie dożywają ostatecznej diagnozy. Całe tabuny kobiet słyszą, że są przewrażliwione, że histeryczne, że nie potrafią zarządzać stresem, że za bardzo się przejmują, że to psychika, że na pewno depresja. Między 40 a 60% kobiet ze zdiagnozowaną depresją okazuje się chorych na co innego, a depresja jest tylko naturalnym efektem ubocznym gehenny tułania się po lekarzach, niepewności, co się z nimi dzieje fizycznie i poczucia spektakularnego niezrozumienia oraz obojętności systemu.

Jeszcze bardziej wstrząsające badanie, również opublikowane przez BBC, sprawdzało jak szybko matki reagują na płacz dzieci płci męskiej i o ile dłużej zajmuje im reakcja na taki sam płacz dziewczynek. Naukowcy uznali, że skoro matki systematycznie ignorują wołanie swoich córek, a synami zajmują się od razu, być może podświadomie od najmłodszych lat chcą córki uczyć, że życie jest ciężkie, niewdzięczne i żeby się nie spodziewały, że świat odpowie na ich potrzeby. Takie kwiatki. Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję, sprawdź czy aby na pewno nie masz powodu do przygnębienia, bo ludzie wokół ciebie zachowują się trochę do dupy.

No ale nie o tym ten wpis tylko o opierdzielach. Na siłowni nasza instruktorka była chyba w złym humorze, bo wyjątkowo bezlitośnie drwiła z rozmaitych błędów, które popełniałyśmy. Anonimowo wyśmiewała pomyloną lewą i prawą, ramiona za nisko, krok zbyt rozbudowany (to nie Zumba! Po co tańczycie Zumbę?). Nie wiedziałam, czy to do mnie, czy do kogoś innego, ale na wszelki wypadek zaczęłam przestępować z nogi na nogę prosto i topornie, bo to nie Zumba, podniosłam ramiona i sprawdziłam, którą ręką macham. Chyba opierdzielała kogoś innego, ale i tak poczułam się kolektywnie zbesztana i pomyślałam, że mi wystarczy. Bo, widzicie, dokąd nie pójdę, ktoś mnie ciągle w moim kraju beszta. Pani w sklepie, że nie mam równo odliczonych pieniędzy. Pan na ulicy, że go nie zobaczyłam tyłem głowy i nie ustąpiłam, wymagając od niego wysiłku wyminięcia mnie. Pani w kawiarni, że w ogóle jakiś klient się pojawia, a ona jeszcze nie jadła śniadania. Pani w przychodni, że nie domyśliłam się, gdzie jest wieszak na kurtki (nie było informacji, znów zawiodła telepatia), pani w autobusie, że życie jej nie oszczędzało, moja babcia, że świat jest przerażający, przyjaciółki, że się nigdy nie możemy spotkać kiedy spontanicznie dzwonią, że mają akurat czas za pięć minut, szef, że nikt (czyli on) nie wytłumaczył mi zakresu obowiązków, koleżanki że zadaję za dużo pytań, albo za mało, albo w sam raz, były chłopak, że byłam chora i że chciałam żeby mniej więcej się określał kiedy będzie w mieszkaniu, za które nie płacił czynszu. Były mąż, że mi przeszkadza, że jest alkoholikiem.

Czasem mam wrażenie, że ten cały blog jest o tym. Mój ojciec - kiedy jeździ samochodem - wrzeszczy na innych kierowców i denerwuje się kiedy łamią przepisy. Od czterdziestu lat tak robi, aż wreszcie ostatnio go spytałam, dlaczego od czterech dekad reaguje dokładnie na te same sytuacje jakby to był niespodzianka. Przecież doskonale wie, że tak będzie. Mieszkamy w Warszawie, ludzie jeżdżą nieprzytomnie albo po kowbojsku - zawsze tak było i jeszcze długo tak będzie, szkoda jego nerwów, szkoda jego wielkiego, wieloletniego dnia świstaka. Szkoda życia.

Jak zwykle najpierw wypowiadam wielką mądrość do kogoś, długo zanim zobaczę jak się ma do mojego ułomnego życia i niedoskonałego mózgu. A ma się. Co to za niespodzianka od 41 lat, że w Polsce opierdziel, straszenie, szantaż albo wmawianie poczucia winy to dyżurna technika wywierania wpływu tak, żeby drugi człowiek wziął pod uwagę nasze potrzeby. Powinnam być świetnie obeznana z tym faktem i mieć na niego stuprocentową odporność, bo tak było zawsze i jeszcze długo tak będzie. Więc kiedy opienicza mnie kolega z pracy, że się nie uśmiecham (po co mu i na co  fałszywy uśmiech osoby, która przez masywną migrenę czuje pulsujący ból zęba?), to nie o mnie. To nic nowego. Więc kiedy grupa, której odwołuję z trzygodzinnym zapasem regularne zajęcia co do jednej osoby pisze mi pełne pretensji maile (prawie już wychodziłam z domu / zobacz na zdjęciu - sfotografowałam jak pocałowałam klamkę / chciałem z tobą o czymś pogadać, a teraz będę musiał napisać maila / nie lubię tracić zajęć, itp itd), a nikt zupełnie nie zapytał, czy wszystko u mnie w porządku, może wypadek miałam albo chora jestem - to żadne zaskoczenie. Kiedy mój najemca pisze mi sms-a (pani korespondencja ZNÓW ZALEGA  w skrzynce), coś między opierdzielem a wyrzutem sumienia - jadę opróżnić skrzynkę i widzę, że to głównie reklamy i że zaleganie nie stanowi dla najemcy kłopotu, bo moje listy nie zajmują nawet ćwierci skrzynki - to norma, to coś zwyczajnego i międzyludzkiego, nic osobistego, on tak ma, cały naród tak ma, moje życie to slalom, którego znaki przestankowe stanowią zbesztania, groźby i manipulacje, a ja od czterdziestu lat przekonana jestem, że coś zrobiłam nie tak.

Najwyższa pora wypocić, wypłukać, wydetoksować z organizmu cudze opierdzielanie jako część mojej tożsamości. Prawie całe życie spędziłam dotąd unikając wyrzutów, bo bolą. Traktowałam wasze potrzeby poważnie, poczciwina, próbowałam was wszystkich ugłaskać, zadowolić, uprzedzić potrzeby żebyście nigdy nie musieli się mną specjalnie przejmować. I dupa.

Najwyższa pora zrozumieć, że liczba OPRów, jakie w życiu zebrałam nie świadczy o mojej niekompetencji ani o złu we mnie tkwiącym. Traktowałam was, moi bliźni, śmiertelnie poważnie, ale chyba nie należy. Nie do końca, nie kiedy nadużywacie czegoś, co jest przemocowe, nadużyciowe, mam prawo to zignorować, wyśmiać, spokojnie wyperswadować, mam prawo odejść i nie wracać, mam prawo zirytować się i nie lubić tego zachowania. Mam prawo nie chcieć tak dłużej żyć. Od pretensji do pretensji. Od zbesztania do zbesztania, jak wańka-wstańka-furiatka, która wmawia sobie entuzjazm, a narasta w niej niechęć. To nie w porządku tak po mnie jechać i nie ma żadnego powodu żebyście to robili. 

Harvard Business Review przeprowadził duże badanie dowódców w amerykańskiej armii. Przeanalizował opinie wystawiane przez przełożonych podwładnym - mężczyznom i kobietom. Mężczyźni dostawali informacje zwrotne, które zawierały trzy do czterech razy więcej pozytywnych niż negatywnych przymiotników. Kobiety dostawały informacje zwrotne, które zawierały trzy do czterech razy więcej negatywnych niż pozytywnych przymiotników. Te nieliczne pozytywne miały niewiele wspólnego z kompetencją (ciepła, entuzjastyczna, energiczna). Żeby nie badać tylko subiektywnych opinii, HBR zmierzył obiektywne osiągnięcia badanych podwładnych - testy fizyczne i intelektualne, mierzalne efekty ich pracy (np. zdobyte kontrakty, sprzedane produkty, projekty, które zakończyły się na czas i z sukcesem). Obie płcie dawały sobie radę na tym samym obiektywnym poziomie.

Świat zewnętrzny stanowi skrzywione lustro. Poruszam się po nim szukając przyjaznych punktów odniesienia, ale regularnie dostaję od niego po dupie, po mordzie, po nerach. Czasopisma kobiece opierdzielają mnie, że jestem za gruba, kochankowie, że nie mam wydepilowanych okolic bikini, mama że nie wyprasowałam spódnicy, przełożony że nie rozumiem jego niejasnego maila. Brałam was poważnie. Uwewnętrzniałam swoje odbicia w waszych oczach. Teraz muszę się nauczyć mierzyć i ważyć siebie jakąś wewnętrzną aparaturą mierzącą. Teraz muszę wbudować sobie w duszę permanentny dystans i przymrużenie oka, zniecierpliwioną życzliwość, pełną dystansu empatię, beznamiętność mistrza zen, który regularnie odpoczywa od ludzkich bzdur w samotności.

I tyle. Zanim zdiagnozujesz u siebie depresję i niską samoocenę, zastanów się, komu i dlaczego pozwalasz być swoim lustrem, znajdź w sobie własny miernik, spróbuj stwierdzić poziomem wkurwu i goryczy czy przypadkiem nie dałaś otoczeniu jeździć po sobie jak po łysej kobyle, czy nie nagradzałaś potulnością i posłuszeństwem podłości, czy nie kładłaś po sobie uszu kiedy ktoś cię nadużywał, ignorował, wymuszał, zastraszał. Zastanów się też, na co na pewno nie masz siły - czy na ten dodatkowy wysiłek, którym jest zadbanie o swoje potrzeby, zakomunikowanie ich jasno i prosto światu, brak zgody na ich ignorowanie - czy może to, co dotąd - posępne zapadanie się w bezradność kiedy świat - uchachany i zadowolony z siebie - opierdziela cię za to, że śmiesz mu przeszkadzać, a potem idzie dalej, zostawiając cię w tyle. 

 

http://zenq.blox.pl / http://krzywerysunki.blox.pl / FB - ZenQ

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
zdrowiej
Czas publikacji:
niedziela, 03 czerwca 2018 14:22

Polecane wpisy

  • Leśmian na wtorek

    "Nocą umówioną, nocą ociemniałą Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało. Przyszło potajemnie — w cudnej bezżałobie, — Było mu na imię tak s

  • Komedie romantyczne

    Pytanie mam. Bo nie wiem. Wczoraj oglądałam komedię romantyczną. Niezwykle zresztą uroczą, bo bohaterka była inteligentna, utalentowana, samodzielna, społecznie

  • Sabotaż

    Ela nigdy nie była swoja własna. Zawsze należała do kogoś innego. Dlatego teraz tak nienawidziła tej kobiety w japońskich kurteczkach i połyskliwych sukienkach,