Kucharka Zen

Wpisy

  • wtorek, 09 stycznia 2018
    • Kucharka w G'rls Room

      IMG_5004

      Ej, poszłam dzisiaj na spotkanie z ludźmi, którzy prowadzą prześmiewczy portal i darmową gazetkę na temat absurdów pracy w Mordorze - do sąsiedzkiej kawiarnio-księgarni. Była mowa o dedlajnach, czelendżach i fakapach. Mordor zamarzł mi w mózgu w obrazek, który się od ponad dekady nie zmieniał - coś koszmarkowatego rodem z Dickensa, hierarchia, nowomowa, błoto, tłum, pot i korki, zakurzone wykładziny i zatkana klimatyzacja, kreatywne parkowanie na trawnikach, romanse z klientami i pijaństwo na wyjazdach integracyjnych, dieta złożona z kawy i drożdżówek, plus szefowie bez podejścia do ludzi. Słuchając dzisiejszych historii zrozumiałam, że przez ostatnie dziesięć lat trochę się pozmieniało, doświadczonych albo wykształconych na Zachodzie menedżerów mamy więcej, ludzie w ogóle są chyba bardziej świadomi rozmaitych zjawisk, a rynek pracownika i asertywni millennialsi sprawiają, że nawet przy Domaniewskiej da się czasem żyć.

      Co pewnie sporo mówi o tym, jak działa ludzka pamięć, jak nasza psychika próbuje uchwycić i zatrzymać w ruchu esencję rozmaitych złożonych, ambiwalentnych, dynamicznych doświadczeń, zrobić z nich coś na kształt prostej, reprezentatywnej fotki, która zawrze w spójnym, logicznym obrazku wiele lat sprzeczności i surrealizmu. Chciałabym myśleć o moim doświadczeniu w Mordorze jako o jednoznacznej feudalnej niesprawiedliwości albo o cudownej romantycznej przygodzie. Jedno albo drugie. Mój mózg nie potrafi jeszcze nałożyć na siebie obu prawd, pozwolić im się przeniknąć, tak jak to w życiu bywa, stworzyć na zasadzie yin i yang całość paradoksalną, ale nie przekłamaną.

      Do Mordoru ciągną kolejni ludzie, z nadzieją, ze złudzeniami, z entuzjazmem albo beznamiętnie. Jedni zostają na lata, inni odchodzą bez żalu "na swoje" (jednym się udaje, innym mniej, niektórzy wracają), innych dopada wypalenie a jeszcze inni zakładają rodziny i przewartościowują swoje życie, nabierając do Mordoru zdrowego dystansu. I co? I dynamicznie i niejednoznacznie.

      Być może kluczem do zrozumienia mojego zaskorupiałego w żalu wspomnienia po budynkach o kosmicznych nazwach Jupiter i Mars i Saturn jest coś, co mi ostatnio powiedziała moja mama. Leżała w szpitalu i bała się, ale nigdy by się do tego nie przyznała. Pytałam czy ma innych pacjentów w swoim trzyosobowym pokoju, ale nie. Powiedziała, że chyba nie miałaby ochoty dzielić się historiami życia z obcymi ludźmi. Że nawet nie wie, co miałaby opowiadać, bo nigdy nikomu nie opowiadała swojego życia jako całości. A przecież jesteśmy zwierzętami, które uwielbiają narracje. Przecież ostatnio u fryzjera przez trzy godziny przerzucaliśmy się z Adrianem - stylistą gwiazd, niedoszłym nauczycielem, dyplomowanym aktorem muzycznym - swoimi opowieściami - ja mu że pracowałam z młodymi ludźmi z trzydziestu krajów w prestiżowej instytucji, on mi, że odmówił czesania Maryli Rodowicz i Magdy Gessler, ale za to Małgosia Foremniak jest najmilszym człowiekiem w całym polskim szołbiznesie. Opowiadamy sobie historie, inaczej chyba nie umiemy. Od kilku lat snuję swoje biograficzne patchworki terapeutce, próbując je zszywać w coraz to nowe, uspokajające kombinacje, powoli ucząc się cieszyć samym twórczym procesem kombinowania jak by tu połączyć fakty w ciekawą tożsamość. A potem inaczej. I znowu. Opowiadamy sobie historie nieustannie, w miłości i przyjaźni, w pracy i w tymczasowych miejskich interakcjach. A moja mama nie chce? Nie umie? Nie spotkała jeszcze słuchacza, który byłby zainteresowany jej całościową historią, jej mitem założycielskim? Opowiadamy sobie historie. Siedziałam wiele lat naprzeciwko kolejnych osób, które tkały biograficzne makatki dla mojego użytku, aż się zmęczyłam. Aż doszłam do ściany, a ścianę nazwałabym świadomością, że to tylko kreacja, tylko sploty ze słów, tylko konfiguracje wyselekcjonowanych elementów, które mają mnie olśnić, wzbudzić moją sympatię albo współczucie, albo podziw albo szacunek. Że najciekawiej jest żyć obok kogoś i doświadczać z nim kontaktu. A jednak narracje uspokajają. Zapytałam moją mamę czy gdyby jednak ktoś ją poprosił o Wielką Opowieść Swojego Życia, to czy byłyby elementy biograficzne, które na pewno by się w takiej historii znalazły. Zastanawiałam się, co wybierze - na ile definiuje się poprzez bycie matką, babcią, pracę, stanowiska, związek z moim ojcem, na ile przez opinie innych ludzi, na ile przez przygody, odkrycia, podróże, doświadczenia. Odpowiedziała, że oprócz paru spraw z dzieciństwa - zmian szkoły, przeprowadzek, na pewno częścią jej Historii byłoby zbyt późne odkrycie, że współpracownicy i klienci nie są jej przyjaciółmi. To pewnie rodzaj współczesnego rytuału przejścia - pierwsza trauma definiująca nas jako dorosłych ludzi - takie zrozumienie, że w pracy możemy nie znaleźć spójnego, życzliwego, wspierającego stada. Zrobiło mi się bardzo smutno, kiedy zrozumiałam, że mojej matce zdarzyło się takie samo jak mnie poczucie fundamentalnego rozczarowania, kluczowego również dla mojej biografii odarcia z tkliwych nadziei i złudzeń, że i ją bolał ten koniec naiwnej młodości tak jak mnie zabolało zrozumienie, że w Mordorze powinni pracować wyłącznie ludzie ze spójnym z Mordorem systemem wartości, że sentymentalne podejście do ludzkich skupisk w niczym tam nie pomaga. Takim też wnioskiem, że to nie miejsce dla ludzi, którzy szukają więzi i ciepła, echem powtarzanym przez prowadzącą, przez gościa i przez widownię, takim samym wnioskiem skończyło się kawiarniano-księgarniane spotkanie na temat warszawskich fakapów i czelendżów.

      Ale ja miałam całkiem o czym innym pisać. Bo przecież się chciałam pochwalić. Na stoliku w księgarnio-kawiarni znalazłam albowiem najnowszy numer pisma G'rls Room, które bardzo lubię, poświęcony tematowi, o którym rzadko się pisze - a mianowicie miesiączce. Są w numerze artykuły o edukacji seksualnej, o kulturowych tradycjach i rytuałach wokół okresu, jest komiks menstruacyjny i są osobiste doświadczenia oraz wspominki i refleksje czytelniczek, w tym mój tekst. Fajna niespodzianka.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kucharka w G'rls Room”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zdrowiej
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 stycznia 2018 20:24

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi Durszlak.pl
zBLOGowani.pl